• Wpisów:29
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 13:06
  • Licznik odwiedzin:3 316 / 2207 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W pokoju było ciemno i cicho. Czekałam chwilę, ale nic się nie stało. Zrezygnowana zapaliłam jedną ze świeczek i spojrzałam na Lucasa. Czego się spodziewałam, przecież wiadomo, że nie jestem czarownicą. Wstałam z podłogi i udałam się w stronę schodów. Nagle usłyszałam jęk i odgłos wciągania powietrza. Wróciłam do salonu i zobaczyłam wilkołaka siedzącego na sofie.
-Lucas? Dobrze się czujesz?- Zapytałam stając nad chłopakiem, a on pokiwał głową.- Udało się? Nie umrzesz prawda?- Zapytałam z nadzieją, a on uśmiechnął się.
-Wszystko ze mną dobrze.- Odpowiedział, pocierając twarz rękami.- Gdzie Victoria?- Zapytał, ale i ja tego nie wiedziałam. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za wilkołakiem na piętro domu. Mimo poszukiwań, nie znaleźliśmy wampirów. Nagle Lucas chwycił mnie za rękę i pociągnął na dół. Przykucnęłam obok niego i popatrzyłam pytająco, ale on położył palec na ustach. Chłopak wskazał mi głową na jedną z sypialni, do której udałam się po cichu. Wiedziałam, że muszę go słuchać, ale nie chciałam dać mu się znowu narażać. Chłopak po cichu zszedł na dół do piwnicy. Na palcach udałam się za nim. Coś stuknęło na dole, ale nie zawahałam się i ruszyłam dalej za bratem. Ktoś stanął za mną, więc odwróciłam się. Poczułam tylko, ból przekręcanego mi karku.
***
-Zdzira! To że ona ma jakieś zasady dotyczące „zabijania ludzi dla pożywienia” nie znaczy, że ja też muszę. Co z tego, że jesteśmy w jej domu.- Powiedziała zadziornie, wycierając twarz z krwi i wcierając ją w oparcie fotela. Podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach.- To takie zabawne, że nabrałeś swojego braciszka do znalezienia tej d**i, a potem tak po prostu ją ukradłeś.- Głaskała mnie po policzku z rozbawieniem i mocno pocałowała.- Kiedy ją przyprowadzą, chcę zobaczyć z kim pieprzył się mój chłopak.- Zapytała opryskliwie i pociągnęła łyk piwa. Do pokoju wpadał promyk światła zza zasłony, więc dziewczyna ominęła go zwinnie i popatrzyła na mnie unosząc lekko jedną brew.
-Kiedy otrzeźwieje, musiałem podać jej jakieś leki, żeby się nie wyrywała. Wilkołak szybko mógłby nas namierzyć. Kiedy wróci Twoja ciotka?
-Oj, Chris, nie ma się co martwić, najwyżej przekręcimy jej kark. Inaczej będzie chciała znowu mnie „ukarać” palić mnie tym cholernym słońcem. Ucieknę stąd, jeszcze zanim wstanie rano słońce.- Skinąłem lekko głową, dziewczyna działała mi na nerwy, ale nie mogłem dać jej odejść. Była mi potrzebna. Do pokoju wszedł potężny wampir trzymający za ramiona wyrywającą się czarownicę. Dziewczyna popatrzyła na mnie wściekle i splunęła mi pod nogi.
-Przynajmniej ma charakterek.- Powiedziała ze śmiechem Zoe i podeszła do Kim powoli. Długim paznokciem podniosła jej brodę i spojrzała głęboko w oczy.
***
Oglądała mnie, jakbym była zwierzęciem na wystawie. Byłam wściekła, mój były chłopak porwał mnie i prawdopodobnie chciał zabić, jego zdzirowata dziewczyna mogła zrobić ze mną co chce, bo uwięził mnie jakiś bezmózgi wampir. Wolałabym już siedzieć w szkole.
-Zostaw mnie d**o.- Powiedziałam z wściekłością, ale i strachem w głosie.
-No proszę, to jednak prostytutki umieją mówić.- Powiedziała i zaśmiała się w stronę Chrisa, który uniósł lekko jeden kącik ust.- Przywiąż ją!- Nakazała bezmózgowi, a on posłusznie zaprowadził mnie do marmurowej kolumny. Myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej wydostać się z tego przeklętego miejsca. Przypatrzyłam się dokładnie dziewczynie, temu jak się zachowywała, jak chodziła. Staranie omijała promień światła wpadający przez okno. Chris siedział na fotelu i patrzył na dziewczynę ze złością, ale i pożądaniem, pewnie ze sobą sypiali. Prychnęłam cicho, na co cała trójka popatrzyła na mnie przez chwilę, ale potem wrócili do wcześniejszych zajęć. Patrzyłam na dziewczynę z coraz to większą nienawiścią, złość rosła we mnie z każdą sekundą. Chciałam, żeby dziewczyna umarła, chciałam ją zabić. Przyglądałam jej się skupiając tylko na emocjach, po chwili dziewczyna zgięła się w pół i zaczęła głośno krzyczeć i jęczeć. Chris i drugi wampir nie wiedzieli co się dzieje, nie mogli jej pomóc. Wiedziałam, że to ja ją krzywdzę, czułam to. Starałam się jeszcze bardziej skupić na złych emocjach, ale nie mogłam zająć się wszystkimi trzema wampirami naraz. Z nosa Zoe poleciała gęsta krew, dziewczyna nadal krzyczała, Nagle wpadłam na pomysł, spróbowałam skupić się na drugiej rzeczy. Patrzyłam na zasłonę, przeszywałam ją, kiedy nagle spadła. I wampirzyca i silny wampir zaczęli głośno krzyczeć, nie mieli ochrony przeciw słońcu. Nie wiem jak, ale udało mi się wydostać ze sznurów. Biegiem puściłam się w stronę drzwi, na szczęście były otwarte. Przez odsłonięte okno salonu zobaczyłam, jak Chris szarpie się z Zoe i próbuje wciągnąć ją z powrotem do cienia. Biegłam ile miałam sił w stronę ulicy, która niestety była daleko. Poczułam w kieszeni kurtki coś ciężkiego, była to komórka, niestety nie moja. Przeszukałam listę kontaktów, kiedy znalazłam Michael'a, nie wiem dlaczego, ale wcisnęłam zieloną słuchawkę modląc się, żeby odebrał. Zanim usłyszałam Brytyjski akcent rozłączyłam się i z pamięci wykręciłam numer do Alexa. Chłopak nie odzywał się do mnie już długi czas, ale był jedyną osobą, która mogłaby mi pomóc. Przyjaciel odebrał po drugim sygnale, zdyszanym głosem poprosiłam go, żeby przyjechał do mnie, że będę biegła w stronę głównej ulicy. Nie wiedziałam nawet jak to możliwe, że tak szybko przemierzałam tak długi dystans nie męcząc się aż tak bardzo. Wreszcie zobaczyłam pędzącą w moją stronę czerwonego pickupa przyjaciela. Chłopak z piskiem zatrzymał się obok mnie, a ja pospiesznie wsiadłam do furgonetki.
-Gdzie jedziemy?- Spytał ruszając szybko, nawet nie wiedziałam. Nie zastanawiałam się gdzie się schować, byleby uciec. Chłopak spojrzał na mnie i powiedział.- Do domu Michaela.
 

leksi326
 
wiewiorka.susel
 
Nowy wpis misiu ♥
Czytam Twoje ;*
 

 
-Ale z Ciebie suka. Nawet nie pomogłaś własnemu bratu.- Powiedziała Victoria siadając na kanapie obok nieprzytomnego Lucasa. Nie odpowiedziałam jej, bo sama wiedziała, że nie mogłam tego zrobić, nie potrafiłam. Patrzyłam na spokojną twarz chłopaka, światło z kominka delikatnie ją oświetlało. Potem spuściłam wzrok na jego szyję, widniało na niej duże ugryzienie, z którego wolno ściekała krew.
-Veronica, jak zawsze musisz robić z wszystkiego aferę.- Powiedział rozbawiony Michael. Wściekła wampirzyca błyskawicznie pojawiła się przed mężczyzną i patrzyła na niego, jakby chciała go zabić.
-Mój brat może umrzeć. Jeśli tak się stanie, zabiję Cię i tą sukę.- Wampir uśmiechnął się złośliwie.
-Nie zabijesz mnie kochana, jestem Ci potrzebny.- Powiedział z uśmiechem, ignorując to, że mnie może zabić.
-Ale Simon może.- Odpowiedziała mu, a on ją zignorował. Podeszłam do nieprzytomnego wilkołaka i pogładziłam go po policzku.
-Co się z nim stanie?- Zapytałam ich, a Victoria popatrzyła na mnie z wściekłością w oczach.
-Umrze.- Powiedziała załamującym się głosem.
-Chcę mu pomóc.- Odpowiedziałam stanowczo. A Michael popatrzył na mnie drwiąco.- Nie wiem jak, ale chcę. Co mam zrobić?- Zapytałam patrząc na Lucasa, łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją otarłam. Jeśli chciałam pomóc, musiałam być twarda.
-Jesteś czarownicą, możesz wszystko.- Powiedziała nieświadomie Victoria. Zastanowiłam się chwilę i wybiegłam z domu.
Podjechałam pod dom i wbiegłam na strych. Otworzyłam starą skrzynię mamy i wyjęłam z niej kilka grubych ksiąg. Wzięłam je i zaniosłam do samochodu. Miałam już wyjechać, ale przypomniałam sobie, że nikt nie zajmuje się moim młodszym bratem. Wbiegłam do mieszkania i zaczęłam wołać imię brata. Nigdzie go nie było, przerażona chwyciłam za telefon domowy, kiedy w słuchawce usłyszałam głos kobiety. "Masz jedną wiadomość głosową, aby ją odsłuchać kliknij 1" przycisnęłam guzik i usłyszałam głos ojca: "Hej Kimmi, mama wyjechała z miasta, a ja wziąłem Maxa do siebie. W razie jakby się coś działo, dzwoń do mnie. Pa córeczko." Odłożyłam słuchawkę z ulgą i pobiegłam do samochodu.
Kiedy dojechałam pod dom Michaela już się rozwidniało. Szybko wbiegłam do domu, ale nie było tam nikogo, oprócz nieprzytomnego Lucasa. Zdziwiłam się, ale otworzyłam pierwszą księgę i zaczęłam szukać odpowiedniego zaklęcia. Na marginesach księgi były angielskie notatki, które ułatwiały poszukiwania. Po przejrzeniu 2 ksiąg, znalazłam to co znalazłam: "Zaklęcie na ugryzienie wampira". Przeczytałam polecenia, i zapaliłam świece, które wcześniej ułożyłam w okrąg. Zasłoniłam wszystkie okna, tak jak nakazywała księga. Usiadłam w okręgu i powoli powtarzałam słowa po łacinie. Zaczęłam je wypowiadać coraz szybciej i coraz głośniej, ale nic się nie stało. Zrezygnowana krzyczałam słowa zaklęcia, kiedy nagle wszystkie świece zgasły i w pokoju zaległa grobowa cisza.
 

 
Hej!
Zapraszam na mojego drugiego bloga:
ola326.pinger.pl
 

 
-To najgłupsza rzecz jaką słyszałem...- Lucas siedział na kanapie i wpatrywał się w oczy Victorii lśniące przez odbijający się w nich ogień z kominka.
-Jak inaczej możemy dokonać to, o co nam chodzi?- Zapytała go siostra. Wilkołak miał brązowe oczy, takie jak moje. Ale nie wiem po kim, nasza matka miała zielone, tak jak Victoria. Dopiero teraz zobaczyłam podobieństwo między mną a Lucasem. Chłopak miał włosy ciemniejsze ode mnie, ale zauważyłam u niego znamię na nadgarstku, takie jak u mnie. Chłopak zauważył, że na niego patrzę i posłał mi uśmiech. Czułam, że jestem przy nim bezpieczna, ale dalej nie wyobrażałam sobie, że mam inne rodzeństwo poza moim złośliwym młodszym bratem.
-Ile masz lat?- Zapytałam nagle, a wszyscy zwrócili na mnie spojrzenia. Chłopak milczał przez chwilę, a potem odpowiedział:
- 1600.- I uśmiechnął się. Ale zaraz dodał.- Kiedy zostaliśmy zmienieni miałem 20.- Kiwnęłam głową i zamilkłam. Veronica zmierzyła mnie wzrokiem, a jej oczy spoczęły na mojej dłoni. Podeszła do mnie i chwyciła mnie za rękę.
-Skąd go masz?- Zapytała patrząc na srebrny pierścionek z niebieskim kamieniem.-To lapis lazuli.- Zwróciła się do Michaela i Lucasa. A oni pokiwali głowami.
-Masz go od matki.- Powiedział Lucas, a ja potwierdziłam to kiwnięciem głowy.- Kamień życia, kiedy go masz, nic nie może Cię zabić.
-Dlatego nie umarłam kiedy Victoria chciała mnie zabić.- Powiedziałam do Michaela.
-Chciałaś zabić naszą siostrę?!- Lucas krzyknął.- Victoria co z Tobą?
-Byłam dobrą siostrą, wiesz co oni chcą zrobić. Simon zabiłby Charlsa, a on chyba jest dłużej w naszej rodzinie niż ona!- Victoria popatrzyła na mnie gniewnie.
-Ale ona też jest w naszej rodzinie, nie wieżę, że dopuściłaś się czegoś takiego.- Dodał już bardziej smutno. Potem zwrócił się do mnie.- Kim, teraz, kiedy jestem nie pozwolę Cię skrzywdzić.- Popatrzyłam mu w oczy, i odwróciłam głowę w stronę kominka.
-Wiecie co? Nie! Nie pozwolę wam mnie użyć, będziecie musieli poradzić sobie z waszymi problemami sami. Ja wracam do normalnego życia, do mojego brata, którym ktoś musi się zająć, po śmierci naszej matki. Którą zabiłeś!- Powiedziałam do Michaela, który przenikliwie patrzył mi w oczy.- A Ty:- Zwróciłam się do Victorii.- Zmieniłaś całkiem obraz mamy w moich oczach. Wszyscy wtargnęliście do mojego życia bez pytania, nie chcę w tym uczestniczyć!- Krzyknęłam, kiedy nagle wszystkie świece w pokoju zapaliły się, a ze ściany spadł stary obraz. Wszyscy odwrócili się i popatrzyli na niego, a potem na mnie.
-Jesteś czarownicą.- Powiedziała Victoria wbijając we mnie wzrok.- Chyba jednak Twoje życie nie będzie takie jak byś chciała...
Łzy popłynęły mi po policzku i usiadłam na dużej skórzanej kanapie. Zakryłam twarz dłońmi i z nerwów przeczesałam włosy. Ktoś usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem. Spojrzałam kto to i zobaczyłam Lucasa. Jego silna ręka, powoli głaskała moje ramię. Wtuliłam się w chłopaka i starałam się wstrzymać płynące łzy. Chłopak oparł głowę na mojej głowie, a w pokoju panowała cisza, zasnęłam.
Obudziłam się w sypialni, w której obudziłam się po zajściu w szkole. Przez zasłony wpadało światło księżyca, była pełnia. Wyszłam z sypialni i po cichu udałam się do drzwi wyjściowych. Rozejrzałam się czy nikt mnie nie widzi i sięgnęłam po kluczyki do samochodu leżące na stoliku przy drzwiach. Kiedy otworzyłam drzwi usłyszałam za plecami głos Veronici:
-Wybierasz się gdzieś? Michael będzie nie pocieszony, że tak szybko poszłaś.- Powiedziała z nutą złośliwości. Postanowiłam zignorować dziewczynę i jak najszybciej się stąd wydostać. Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi, w ręce trzymałam kluczyki do samochodu, chyba tego, który stał przed domem. Wsiadłam do niego i drżącymi rękami włożyłam klucz do stacyjki. Powoli ruszyłam z podjazdu kierując się na oślep, bo nie wiedziałam jak dostać się do miasta. Przerażona błądziłam leśnymi dróżkami, ale nie umiałam znaleźć autostrady. Nagle usłyszałam przenikliwy krzyk, więc ruszyłam szybciej przed siebie. Stuk gałęzi o samochód bardzo mnie denerwował i chciałam wydostać się z tego przerażającego lasu. Nagle coś wpadło mi na maskę, krzyknęłam i ostro zahamowałam. Patrzyłam na szybę samochodu, była czerwona, chyba z krwi. Powoli wysiadłam, coś leżało pod kołami. Byłam przerażona, myślałam, że zabiłam tę dziewczynę. Podeszłam bliżej i kucnęłam koło rannej. Wtedy zobaczyłam, że dziewczyna ma rozszarpaną szyję i jest cała we krwi. Musiała być zaatakowana przez wampira, była martwa, więc ktoś musiał ją wrzucić na maskę auta. Wsiadłam do samochodu i zamknęłam drzwi na klucz po czym zapaliłam pojazd i zaczęłam cofać, coś uderzyło w tył samochodu. Odwróciłam się, bo chciałam zobaczyć co to, ale nikogo nie było. Odetchnęłam z ulgą i chciałam znowu cofać, kiedy ktoś zapukał w moje okno. Chłopak podniósł pięść, chciał wybić szybę, zasłoniłam twarz dłońmi, chcąc osłonić się przed odłamkami szkła i czekałam na trzask. Ale nic nie nastąpiło, ze strachem spojrzałam za szybę, bo usłyszałam krzyki i warczenie. Zobaczyłam chłopaka siłującego się z wielkim wilkiem... chyba że to nie był wilk. Zaczęłam szybko cofać samochód, starając sobie przypomnieć jak tu dojechałam. Wtedy zobaczyłam wielki dom. Zatrzymałam się przed nim i wybiegłam z auta. Szybko wpadłam do holu, a siedząca na kanapie Victoria popatrzyła na mnie pytająco.
-Victoria! W lesie walczą ze sobą wampir i wilk.- Mówiłam ledwo łapiąc powietrze w płuca.-Czy to może być...
-Lucas!- Dokończyła za mnie dziewczyna i błyskawicznie wybiegła z domu.
-----------------------------
Hej! Mam nadzieję, że wam się podoba. Lajkujcie i komentujcie! :3
 

 

-Czyli jesteśmy siostrami...- Odezwała się w końcu Veronica. Staliśmy w lesie nad ciałem mojej martwej matki. Kiwnęłam głową, chociaż nawet nie wiedziałam czy to prawda. Ale w końcu Veronica tak powiedziała, powiedziała do niej mamo... Moja rodzina była rodziną pierwszych wampirów.
-Michael, czy ja też jestem wampirem?- Zapytałam mężczyznę stojącego obok mnie, on parsknął pod nosem, myślałam, że to jego odpowiedź, ale po chwili odezwał się:
-Nie, to nie możliwe, bo to nie jest... dziedziczne. Jeżeli nikt Cię nie ugryzł i nie nastąpiła przemiana nie możesz być wampirem. Ale nie wiesz kim była Twoja matka.
-A kim była?- Przerwałam mu.
-Czarownicą... potężną, jedną z pięciu czarownic.- Odpowiedziała Veronica.- TO jest dziedziczne, więc, że to TEŻ była Twoja matka...
-Mogę być czarownicą...- Dokończyłam.
-Właśnie.- Powiedziała cicho Veronica. Zrobiło mi się jej żal, nasza mama ją zostawiła, na kilkaset lat, a ze mną była zawsze, kiedy jej potrzebowałam, od nich uciekła...
-Victoria... przykro mi z powodu tego, co zrobiła Ci nasza mama i co działo się z Twoją rodziną. Chciałabym...- Dziewczyna nie pozwoliła mi dokończyć i ze łzami w oczach pokiwała przecząco głową.
-Ty jesteś perfekcyjną córką, bo mogłabyś być czarownicą, mamie najbardziej na tym zależało, a ja nie mogłam nią zostać, bo byłam wampirem. Mama nazwała nas potworami i zniknęła. Przez 400 lat musieliśmy radzić sobie sami, ani raz się nami nie zainteresowała. Chociaż to ona sama zrobiła z nas „krwiopijców”. A potem sama kazała nam sobie radzić, patrzyła jak zabijamy ludzi bez opamiętania, jak walczymy ze sobą. Patrzyła jak ojciec chciał zabić Charlsa, jak chciał zabić nas i nie zrobiła nic. Potem odeszła, a po kilkuset latach miała Ciebie...
-Przepraszam...- Powiedziałam cicho, ale ona nie odpowiedziała. Patrzyłam na ciało mojej matki, zobaczyłam w niej kogoś innego, nie kobietę, która się mną opiekowała, ale czarownicę, która zostawiła swoje dzieci i chciała mnie skrzywdzić. Zamknęłam oczy i odwróciłam twarz od miejsca, gdzie leżała moja matka.
Michael wyjął zapalniczkę, włączył ją i spuścił na ciało mojej matki, które zapaliło się momentalnie. Łzy popłynęły mi po policzkach i zamknęłam mocno powieki. Poczułam na ramieniu delikatny dotyk, otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę swojej ręki. Zobaczyłam damską rękę, rękę Victorii. Dziewczyna pierwszy raz była dla mnie miła, ale akurat wtedy, kiedy jej potrzebowałam. Uścisnęłam lekko jej dłoń i uśmiechnęłam się smutno. Nagle coś zaszeleściło w krzakach, Michael i Veronica spojrzeli na siebie podejrzliwie i udali się w stronę miejsca, gdzie słychać było podejrzane szelesty, które pojawiły się w innym miejscu.
-Zostań tu.- Rozkazał mi Michael cicho, a ja pokiwałam głową. Dźwięki roznosiły się coraz dalej, wampiry oddalały się ode mnie. Spojrzałam na palące się ciało mojej matki, która nagle wstała i szła w moją stronę. Byłam przerażona, kobieta krzyczała coś, chyba w łacinie, jakby rzucała na mnie czar. Cofałam się coraz dalej i dalej oddalając się w głąb lasu. Nagle poczułam mocny uścisk, ktoś trzymał mnie w ramionach i cofał się ze mną, tym razem szybciej. Kobieta upadła i tym razem była już martwa. Tyle, że oddaliłam się od miejsca, w którym miałam zostać czekając na Michaela i Veronicę. Na karku czułam ciepły oddech, niepewnie odwróciłam się w stronę mojego „wybawcy”. Zobaczyłam przystojnego chłopaka, z rozwichrzonymi, brązowymi włosami, ciemnymi oczami. Chłopak miał koło 20 lat, albo nawet mniej, czyli był w wieku Victorii.
-Jestem Lucas.- Powiedział do mnie przyjaźnie i z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech.- Witaj siostrzyczko.- Dodał zadziornie.
 

 

Dziewczyna weszła do pokoju nie zwracając na mnie uwagi i skierowała się do wielkiego salonu. W domu zapadła cisza, było słychać tylko odgłosy trzaskającego w kominku drewna i obijane się butelek z alkoholem, które wybierała Veronica. Zdarzenia ostatnich godzin przerażały mnie na tyle, że nie byłam w stanie nawet z stamtąd uciec, poza tym nie wiedziałam co mogą mi jeszcze zrobić. Weszłam do pokoju za dziewczyną, która wygodnie usadowiła się w fotelu z butelką whisky i popijała je co chwilę. Michael siedział rozparty na kanapie i wpatrywał się w kominek. Nikt się nie odzywał. Stałam oparta o oparcie kanapy, aż wreszcie odezwałam się pewnie:
-Czego wy do cholery ode mnie chcecie?!- Oboje popatrzyli na mnie zdziwieni, że tak nagle wybuchnęłam.
-Nie potrzebujemy Ciebie, tylko Twojej krwi, niestety musi ona być świeża, a do tego potrzebne nam jest Twoja żywa obecność.- Zdziwiona popatrzyłam na Michaela, nie rozumiałam tego, co powiedział.- Teraz pytanie do Ciebie Veronica, dlaczego przyszłaś i jeszcze nie starasz się jej zabić? - Dziewczyna wyrwała się z zamyślenia i popatrzyła na mężczyznę.
-Bo teraz, ona też jest mi potrzebna.- Michael podniósł brew pytająco, „Od kiedy?” zapytał.- Od czasu, kiedy mój brat chciał przebić mnie kołkiem. Obudźmy Simona, Michael, Charles musi odpowiedzieć za to co zrobił.- Powiedziała stanowczo. Wampir patrzył na nią podejrzliwie, ale zaraz potem kiwnął potakującą głową. Nie mogłam uwierzyć, że tak szybko uwierzył dziewczynie, przecież to mogła być pułapka.
-Kim są Simon i Charles?- Zapytałam po chwili.
-Charles to mój brat, który godzinę temu chciał mnie zabić...- „On też jest wampirem?” przerwałam dziewczynie, a ona pokiwała głową i kontynuowała.- Jest bardzo silny, ale silniejszy jest nasz ojciec- Simon.
-Dlaczego Charles nie chcę, żebyście go obudzili?
-Bo on sam go przebił kołkiem, dobrze wie, że ojciec się na nim zemści. Ja również nie chciałam go budzić... do czasu kiedy nasza rodzina nie zaczęła upadać.- Popatrzyłam na nią w inny sposób, ona tylko nie chciała, żeby jej bliscy ucierpieli.
-Ale dlaczego ja jestem do tego potrzebna i jak mnie znaleźliście? I dlaczego jeśli Charles zasztyletował Simona, on nie umarł?
-Nasza rodzina jest pierwszą wampirzą rodziną. Nie można nas zabić, bo za nami zginą wszystkie wampiry, które przemieniliśmy.- Pokiwałam głową z niedowierzaniem, a dziewczyna kontynuowała.- Ale można nas „uśpić”, czyli wbić w nas kołek... specjalny kołek. Simon jest najsilniejszym wampirem, ale coś mu nie poszło w jego planach, jeden z naszych braci... stał się wilkołakiem, z pomocą czarownicy złamał wampirzą klątwę, a sam zmienił się w wilkołaka. Kiedy dowiedzieliśmy się, że można złamać klątwę, również chcieliśmy to uczynić, wtedy nie chcieliśmy być mordercami. Okazało się, że Lucas zabił czarownicę i nie ma sposobu na ponowne bycie śmiertelnymi. Kiedy ojciec dowiedział się, co zrobił nasz brat chciał go zabić, ale my kochaliśmy go, nie mogliśmy do tego dopuścić. Wtedy ojciec wściekł się jeszcze bardziej i postanowił zabić nas wszystkich. Jednak Charles wyprzedził go i sam wbił mu kołek w plecy. Córka tamtejszej, zabitej już czarownicy pomogła nam doskonale ukryć ciało i rzuciła na nie zaklęcie. Nie wiem jeszcze dlaczego, ale powiązane ono jest z Tobą. Mój ojciec miał dar, mógł wskrzeszać zmarłych, chcę wykorzystać go do wskrzeszenia czarownicy, nie chcę już być wampirem. A Michael, dlaczego Ty chcesz obudzić Simona, jaki Ty masz w tym interes?- Zapytała dziewczyna zadziornie. Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie i odpowiedział:
-Nie Twój w tym interes, kochana.- Dziewczyna miała już odpowiedzieć, kiedy z piętra wyżej dobiegł dźwięk rozbijanego szkła. Veronica rozejrzała się pytająco i za Michaelem ruszyła schodami na górę. Poszłam za nimi, ale kiedy Michael mnie zobaczył chwycił mnie za rękę i pociągnął do jednej z sypialni. Szeptem powiedział do mnie: „Zostań tutaj, a w razie czego uciekaj, nie próbuj walczyć. Zamknij drzwi na klucz, słyszysz?”, pokiwałam głową twierdząco, a on wyszedł z pokoju. Zrobiłam to co kazał i stanęłam na środku pokoju.
-Sprawdziliśmy z Veronicą każdą sypialnię, ale nic nie znaleźliśmy.- Powiedziałem.- Kim, możesz wyjść.- Dziewczyna nie odpowiedziała. Veronica podeszła do drzwi i mocno je kopnęła, a one wypadły z zawiasów. Popchnąłem je, a dziewczyna stanęła zaskoczona.
-Mama?- Zapytała kobiety, która trzymała przerażoną Kim, obezwładniając ją.
-Nie możecie obudzić Simona, rozumiesz!- Krzyknęła do Veronici, a ona zaprzeczyła głową. Popatrzyłem na Kim, była zdezorientowana, porwała ją kobieta, którą tak dobrze znała.
-Mamo wiesz dobrze co dzieje się z naszą rodziną, Ty zniknęłaś, a my próbowaliśmy się pozabijać. Teraz Cię znalazłam i spokój zostanie przywrócony, ale musimy obudzić ojca.- Kobieta z gorliwością patrzyła na córkę. Natasha- jedna z pięciu pierwszych czarownic, każda z nich przekazywała swój dar jednej z córek, ale ona nie mogła, jej dzieci były wampirami.
-Nie możecie go obudzić Veronico, on nas wszystkich zabije.
-Nie!- Przerwała jej córka, a łzy popłynęły jej po policzkach.
-Nie jesteście już moimi dziećmi, jesteście potworami.- Dziewczyna krzyknęła z rozpaczy, a ja wykorzystując okazję błyskawicznie stanąłem za kobietą i przekręciłem jej kark. Kim upadła na podłogę, i przeczołgała się od zwłok czarownicy, potem wstała. I ona i Veronica miały w oczach strach i ból. Wampirzyca, krzyknęła do mnie:
-Zabiłeś moją matkę!!- Była wściekła, ale dobrze wiedziała, że musiałem to zrobić.
-I moją...- Dodała Kim ze łzami w oczach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Ta cholerna wampirzyca jednym ruchem zniszczyła całe moje plany, miałem ochotę wyrwać jej serce, ale nie miałem teraz czasu. Veronica wyszła z sali, zadowolona z siebie, ale już nie długo. Podszedłem do leżącej na podłodze dziewczyny, miała zamknięte powieki, jej szyja i dekolt były we krwi, miałem nadzieję, że moja krew jeszcze w niej została. Dla pewności nakarmiłem ją jeszcze krwią z mojego nadgarstka. Miałem nadzieję, że się obudzi, chociaż nie wiedziałem czy mój plan uda się nawet wtedy, kiedy ona będzie już martwa. Do tego potrzebna jest jej krew. Zamknąłem drzwi sali na klucz i zastawiłem je stolikiem. Usiadłem na podłodze obok dziewczyny i położyłem jej głowę na moich kolanach, delikatnie odgarnąłem włosy z jej twarzy i pogłaskałem ją po głowie. Przyjrzałem się twarzy dziewczyny, przypominała mi pewną osobę w moim życiu, ale nie umiałem sobie przypomnieć jej imienia. Usłyszałem brzęk klamki, ktoś chciał wejść do pokoju. Wziąłem dziewczynę na ręce i podszedłem do okna, na szczęście nie było wysoko i przez padający deszcz uczniowie nie kręcili się po dziedzińcu. Jedną ręką otworzyłem okno i stanąłem na parapecie i mocno ściskając dziewczynę wyskoczyłem z okna. Pod stopami poczułem twardy grunt, rozejrzałem się dookoła, nikogo nie zobaczyłem. Błyskawicznie znalazłem się koło auta i położyłem dziewczynę na tylnym siedzeniu. Sam usiadłem na miejscu kierowcy i przekręciłem kluczyk w stacyjce. Po kilku minutach szybkiej jazdy wjechaliśmy na autostradę cały czas spoglądałem na dziewczynę z nadzieją, że otworzy oczy. Zjechaliśmy z autostrady i znaleźliśmy się na obrzeżach miasta. Zjechałem w jedną z leśnych ścieżek, w oddali zobaczyłem nasz dom. Duża rezydencja stała na odludziu, nikt nieznajomy tutaj nie bywał. Zaparkowałem na podjeździe i wziąłem dziewczynę na ręce i ruszyłem w stronę wejścia. Chris na pewno był już w domu, dlatego postanowiłem wejść tylnymi drzwiami. Przez kuchnię wszedłem do przedpokoju, w którym leżała martwa dziewczyna. Uśmiechnąłem się delikatnie, czyli mój brat jednak wrócił do starego życia. Obszedłem zwłoki i podążyłem drewnianymi, szerokimi schodami w górę do jednej z sypialni. Z jednej z sypialni doszły mnie odgłosy igraszek mojego brata z jego przyszłą przekąską. Pożałowałem, że nie przypilnowałem Chrisa, kiedy znowu zaczął się karmić, trudno będzie przywrócić w nim cechy człowiecze. Wszedłem do jednej z olbrzymich sypialni z dużym łożem z baldachimem, przez okno wpadało kilka promieni światła oświetlających dużą część pokoju. Położyłem dziewczynę na łożu, dokładnie zasłoniłem zasłony w oknach i zamknąłem drzwi. Twarz Kim była spokojna i delikatna. Usiadłem na fotelu w rogu pokoju, siedziałem tak chyba z godzinę, wciąż słysząc odgłosy „zabaw” brata, chłopak zawsze lubił wykorzystywać swoje ofiary, przynajmniej dopóki nie straciłem z nim kontaktu. Rozsiadłem się wygodnie w pokoju patrząc na dziewczynę z nadzieją, że zaraz się obudzi.
Czekałem kolejną godzinę, kiedy nagle oczy dziewczyny otworzyły się szeroko, a ona zachłysnęła się powietrzem. Podszedłem do niej powoli, starając się przybrać jak najprzyjemniejszą minę. Kim patrzyła na mnie błędnym wzrokiem, rozejrzała się po pokoju siadając na łóżku. Sięgnąłem po jej dłoń i pocałowałem ją delikatnie:
-Mam na imię Michael, pamiętasz mnie Kim?- Dziewczyna popatrzyła na mnie podejrzliwie, ale po chwili uśmiechnęła się miło.
-Nie spodziewałam się, że jesteś taki szarmancki.- Odpowiedziała mi i mocniej chwyciła mnie za rękę, po czym wstała.- Co tu tak ciemno, przecież słońce Cię nie rani.- Powiedziała i zanim zdążyłem ją zatrzymać odsłoniła zasłony. Pociągnąłem ją do tyłu i upadliśmy na podłogę. Dziewczyna leżała na mojej klatce piersiowej ze zdziwioną miną, słońce oświetlało nasze sylwetki, ale ze zdziwieniem zauważałem, że promienie nie spalają ciała dziewczyny. Kim powoli wstała i podała mi rękę, za którą chwyciłem lekko.
-Kim, czujesz się dobrze? Nic cię nie boli... nie pali?- Zapytałem z nutą zdziwienia. Dziewczyna pokiwała przecząco głową. Odgłosy z korytarza narastały, dziewczyna przysłuchiwała im się przez chwilę, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zdecydowanym krokiem udała się w stronę drzwi, ale ja pociągnąłem ją lekko za rękę.-Napijesz się?- Spytałem po chwili, a ona pokiwała głową i razem zeszliśmy do salonu. Sięgnąłem po butelkę whisky stojącą między innymi alkoholami na stoliku, już miałem wyjąć dwie szklanki, kiedy dziewczyna wyjęła mi butelkę z ręki i pociągnęła duży łyk. Uśmiechnąłem się lekko, a ona podała mi trunek, ja również napiłem się z butelki.
-Czyli Veronica mnie załatwiła, ale ja dalej żyje i nie jestem wampirem.- Analizowała dziewczyna po dłuższym czasie naszej rozmowy. Potwierdziłem to kiwając głową, a ona kontynuowała:
-Miałam w żyłach Twoją krew, oczywiście, o ile nie wywietrzała. Czyli po śmierci powinnam zostać wampirem, wiemy, że nie jestem, bo światło słoneczne nie robi mi krzywdy, znaczy Tobie też nie, bo masz pierścień, który Cię przed tym broni. Mimo, że umarłam dalej żyję, czy to możliwe?- Zapytała mnie. Podziwiałem jej trzeźwość umysłu, którą okazywała, mimo ilości alkoholu, który wypiła przez ostatnią godzinę. Kim przechadzała się po pokoju, widać, że trunek pomógł jej się rozluźnić, bo nie wydawała się już tak smutna jak wcześniej. Zauważyłem, że dziewczyna wywoływała we mnie ludzkie uczucia, których smaku zapomniałem setki lat temu. Do salonu wszedł Chris, który miał na sobie tylko spodnie, a na jego obojczyku zostało jeszcze trochę krwi. Popatrzył na dziewczynę i nalał sobie pół szklanki alkoholu. Kim patrzyła na niego z niedowierzaniem, po chwili powiedziała cicho:
-Wiem już o Tobie wszystko, teraz powiedz mi dlaczego mnie okłamywałeś, wiesz, że coś do Ciebie czułam.- Na twarzy chłopaka pojawił się złośliwy uśmiech.
-Wiedziałem, że romantyczny wieczór i upojna noc utrzymają Cię przy mnie dostatecznie długo, żeby mój braciszek mógł Cię znaleźć.- Zdenerwowała mnie manipulacja mojego brata, wiedział, że nie musiał bawić się jej uczuciami, musiał ją tylko znaleźć. Dziewczyna nawet na mnie nie popatrzyła. A Chris uśmiechnął się do mnie szyderczo.- Teraz, widzę, że mój brat się Tobą dobrze zaopiekował, a ja mogę iść na poszukiwanie kolacji. Tylko się nie najedz, braciszku.- Powiedział patrząc mi prosto w oczy i udał się w stronę drzwi. Błyskawicznie pojawiłem się obok chłopaka i uderzyłem go pięścią w twarz, on uśmiechnął się szyderczo i wyszedł. Kim siedziała na kanapie i patrzyła ślepo przed siebie. Po chwili wstała i udała się w stronę wyjścia, patrzyłem za nią. Dziewczyna otworzyła drzwi, w których pojawiła się piękna blondynka:
-Myślę, że teraz jeszcze nigdzie się nie wybierasz.- Powiedziała Veronica i weszła do domu zatrzaskując za sobą drzwi.
 

 

-Kim skup się wreszcie! Gdzie Ty jesteś, bo na pewno nie tu z nami!- Nauczyciel śpiewu stał obok mnie i krzyczał mi do ucha. Kiwnęłam posłusznie głową i zmiażdżyłam wzrokiem siedzącą na przeciwko mnie Patricię, która śmiała mi się w twarz. Od kiedy zaczęła chodzić z Tomem, starała się mnie upokorzyć, tak jakby ten zakochany w sobie pajac coś jeszcze dla mnie znaczył. Po pięciu minutach usłyszałam upragniony dzwonek. Po dwóch dniach od powrotu do domu wróciłam do szkoły. Alex nie odezwał się do mnie ani słowem oraz ani raz mnie nie odwiedził, miałam nadzieję, że porozmawiamy w szkole. Chwyciłam torbę spod krzesła i wyszłam z sali. Na korytarzu zobaczyłam swojego przyjaciela, stał przy swojej szafce rozmawiając z jakąś dziewczyną, nie znałam jej. Z uśmiechem podeszłam do nich, żeby przywitać się z Alexem, ale on kiedy zobaczył, że idę w jego stronę szybko pożegnał się z dziewczyną i odszedł korytarzem. Dogoniłam go po chwili i poklepałam w ramię. Chłopak odwrócił się i popatrzył na mnie z niechęcią.
-Alex, co się dzieje?- Zapytałam szczerze, bo naprawdę nie wiedziałam o co chodzi.
-Nie powinniśmy rozmawiać Kim, nie powinnaś pojawiać się w szkole. Ludzie Ciebie o wszystko oskarżają, wiem, że Ty nie masz na niego wpływu.- Chłopak powiedział mi to ze złością w oczach. Popatrzyłam na niego pytająco, zszokowała mnie szczerość i ostrość przyjaciela, który zawsze był dla mnie miły.- Wszyscy wiedzą kto stoi za wszystkimi zabójstwami Kim, Ty też to wiesz, musisz go ujawnić. Oni już go szukają, zaraz go znajdą.- Dalej nie wiedziałam o czym mówi Alex i tylko patrzyłam na niego z przerażeniem i zdziwieniem.- Od kiedy tutaj jest zaczęły się te morderstwa, na początku pojedyncze, ale potem kiedy stały się masowe, zaczęli go szukać. Ten człowiek jest mordercą Kim, Chris jest mordercą!- W oczach chłopaka dalej widniało przerażenie. O czym on mówił, wszystko było takie... niemożliwe.
-Przecież wiesz, że Chris leżał w śpiączce! Alex, o czym Ty mówisz, przecież sam w to nie wierzysz!- Udało mi się wydusić z siebie.
-Przykro mi, ale wierzę Kim. Ktoś to musi robić, a zaczęło się jak się pojawił. Powinnaś trzymać się od niego z daleka i powiedzieć gdzie się ukrywa. Dobrze wiesz, że Chris nie jest już w szpitalu. Podobno wybudził się ze śpiączki i jest już zdrowy, ale dobrze wiemy, że to nie możliwe. Może on wcale nie był chory co?- Nie mogłam uwierzyć w słowa mojego przyjaciela, przecież widział Chrisa w szpitalu, był tam ze mną.-To jest morderca Kim!- Krzyknął, a ja uderzyłam go dłonią w policzek. Chłopak był w szoku, ale zaraz potem skrzywił się i odszedł. Poczułam poczucie winy, nigdy nie zachowywałam się tak w stosunku do niego, ale zdenerwowałam się, kiedy usłyszałam oskarżenia rzucane w stronę mojego chłopaka.
-Kim, dobrze słyszałam?- Usłyszałam dziewczęcy głos za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam piękną blondynkę o zielonych oczach i jasnej cerze. Była uśmiechnięta i patrzyła na mnie bystro. Pokiwałam głową twierdząco.- Veronica, jestem tu nowa.- Dziewczyna podała mi rękę.
-Znasz Alexa?- Zapytałam podejrzliwie, bo mój przyjaciel nigdy nie był zbytnio towarzyski.
-Tak, Twój przyjaciel jest bardzo... słodki.- Uśmiechnęła się i zadziornie przejechała po zębach, jej kły były ostre jak u Michaela. Cofnęłam się o krok przerażona, dziewczyna była wampirem.- Słyszałam, że rozmawialiście o Chrisie i...
-Znasz go?- Przerwałam dziewczynie, nieznajoma wydawała mi się podejrzana. Uśmiechnęła się do mnie znacząco i powiedziała:
- Nawet za dobrze.- I puściła do mnie oko. Poczułam ukucie zazdrości, czyli Chris z nią był.- Na Twoim miejscu nie byłabym taka pewna co do jego niewinności, dwieście lat temu wydawał się bardzo niegrzeczny i raczej mało obchodziło go czyjeś życie.- Miałam pewność, że Chris nie był człowiekiem. Chciałam jak najprędzej z nim porozmawiać, ale również bardzo się go bałam.
-Przykro, że już nie przekonasz się kim jest twój kochanek.- Powiedziała przekrzywiając głowę i patrząc uważnie w moje oczy. Dziewczyna również mówiła z Brytyjskim akcentem. Nagle chwyciła mnie za rękę i pociągnęła. W niesamowicie szybkim tempie znalazłyśmy się w innym pomieszczeniu, była to mała sala chemiczna. Przerażona modliłam się w duchu, żeby dziewczyna nie zrobiła mi krzywdy, chociaż wiedziałam, jak skończę. Veronica dalej trzymała mnie za rękę, w jednym momencie jej zielone oczy stały się czarne, a kły wydłużyły się niebezpiecznie. Dziewczyna przebiła mi skórę ostrymi zębami i zaczęła ssać moją krew. Wiedziałam, że zaraz umrę, nie mogłam nic na to poradzić.
-Veronica, puść ją!- Usłyszałam twardy rozkaz i akcent... Michael. Dziewczyna podniosła głowę, usta miała poplamione krwią. Uśmiechnęła się i puściła mnie, upadłam na podłogę ale odczołgałam się od dziewczyny. Veronica otarła sobie twarz wierzchem dłoni i uśmiechnęła się zadziornie do mężczyzny, ale on nie okazywał jej żadnych przejawów sympatii.
-Co Cię tu sprowadza Michael? Czyżbym ukradła Ci twój lunch?- Michael popatrzył na nią gniewnie.- Ile to się nie widzieliśmy, sto lat? A ty dalej wyglądasz jak 28 latek, mimo tych 1300 lat na karku.- Dziewczyna zaśmiała się i mrugnęła do niego uwodzicielsko. Na twarzy mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech. Jego usta były krwistoczerwone, miał bladą skórę, uznałam, że mimo 28 lat wyglądał bardzo atrakcyjnie i młodo.
-Dlaczego bronisz tej dziewczyny? Powiedz, czyżby ta bezbronna osóbka ukradła Twoje serce, sprawiła, że wreszcie coś czujesz?- Na twarzy mężczyzny pojawił się grymas złości, ale zaraz znowu się uśmiechnął i podszedł powoli bliżej dziewczyny.
-Nie muszę Ci się tłumaczyć kochana, a teraz wypuść ją zanim umrze.
-Nie, jeśli nie powiesz o co chodzi. No dalej Michael, po co jest potrzebna Ci ta dziewczyna, to jej szukałeś przez cały czas naszej znajomości?
-Ona jest mapą, z jej pomocą obudzimy Simona. A chyba pamiętasz, że nie tylko my go szukamy. - Dziewczyna obrzuciła mnie wzrokiem, ale w jej oczach pojawił się strach.
-Obudzić Simona? Charles do tego nie dopuści, a wiesz, że ja stoję po jego stronie. Po tym jak mnie wykorzystałeś, a potem zamknąłeś w podziemiach na 50 lat straciłam do Ciebie zaufanie Mike, a teraz poniesiesz za to karę. Simon już nigdy się nie obudzi.- Dziewczyna podbiegła do mnie, chwyciła moją głowę i przekręciła mi kark.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Proszę zrobić miejsce! Proszę się odsunąć!- Usłyszałam hałas dobiegający z korytarza, był już wieczór. Stanęłam w drzwiach i zobaczyłam lekarza pchającego łóżko z chorym. Wszędzie była krew. Spojrzałam na twarz rannego, jego szyja była rozerwana, w piersi chłopaka tkwił nóż, a całe ciało miał we krwi. Widok był przerażający i weszłam z powrotem do pokoju.
W nocy obudziły mnie rozmowy pielęgniarek: „Widziała pani chłopaka, którego ostatnio przywieźli? Słyszałam, że to jedyna osoba z ośmiu, którą udało się ocalić. Chłopak prawie się wykrwawił, miał naderwaną tętnicę, wszyscy zginęli z takimi samymi obrażeniami. Przywieźli go z lasu, dzieciaki zrobiły ognisko. Co za masakra, co to mogło być, aż strach wychodzić wieczorem!”
Do rana nie umiałam zasnąć, w głowie słyszałam te same słowa: „Chłopak prawie się wykrwawił, miał naderwaną tętnicę.” Zastawiałam się kto mógł zachować się tak okrutnie. Wtedy na myśl przyszedł mi Michael, przypomniałam sobie jak przebił swój nadgarstek, ostrymi zębami. Wyobraziłam sobie, jak wbija kły w szyje nastolatków i rozrywa im gardła. Nad ranem zasnęłam ze zmęczenia. Kiedy się obudziłam na parapecie siedział Chris, miał podkrążone oczy, ale uśmiechał się miło.
-Jak się czujesz?- Zapytał, jakby nic się nie stało. Popatrzyłam na niego zdziwiona, bo chłopak nie wyglądał jak zwykle.
-Nie uważasz, że powinieneś jej coś wyjaśnić, bracie?- Powiedział mężczyzna wchodzący do pokoju. Cała sytuacja coraz bardziej mnie przerażała.
-Masz coś wspólnego ze śmiercią tych ludzi w lesie.- Powiedziałam zwracając się do Michaela. Mężczyzna popatrzył na mnie z często występującym u niego grymasem złości, ale potem uśmiechnął się i podszedł bliżej mojego łóżka. Nic nie odpowiadając popatrzył na Chrisa, twardo powiedział „Idziemy” i wyszedł na korytarz. Chłopak spojrzał na mnie i udał się za mężczyzną.
Postanowiłam iść za nimi, szli nie zwracając na mnie uwagi i skierowali się do sali, w której leżał poszkodowany chłopak. Jego szyja była owinięta bandażami, a jego powieki były sine.
-Wtłoczyli w niego litry krwi, tylko dlatego jeszcze żyje.- Powiedział Michael zamykając za nami drzwi pokoju. Podszedł do chłopaka na łóżku i zasłonił żaluzje w oknach. Chris również zbliżył się do łóżka rannego, kiedy ten otworzył oczy.
-To Ty!- Wyszeptał przerażony patrząc w oczy chłopaka. Zakrztusił się i zaczął pluć krwią. Chris popatrzył na niego i odsunął się odwracając twarz, w jego oczach zobaczyłam strach. Wtedy Michael podszedł do rannego i ujmując w ręce jego kark i przekręcił go z obojętną miną. Z przerażenia zasłoniłam twarz dłonią. Mężczyzna zabił człowieka nie wykazując żadnych emocji ani poczucia winy. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę drzwi, chciałam, żeby go zatrzymali, w końcu był mordercą. Byłam już obok drzwi, kiedy przede mną stanął Chris, mocno ścisnął moją rękę, jego oczy były czarne. Poczułam gorąco na mojej ręce, chłopak musiał ścisnąć ją za mocno i z miejsca gdzie miałam wbity wenflon wypłynęła gęsta krew. Chris popatrzył na mnie swymi czarnymi oczami i z obłędem rzucił się na moją szyję. Ostre kły przebiły moją skórę, a krew spłynęła po mojej szyi. Czułam jak wampir wysysa ze mnie krew, ale zaraz potem pojawiło się szarpnięcie i chłopak oderwał się ode mnie, ale nie sam. Michael rzucił Chrisa na podłogę, twarz i ubranie chłopaka były poplamione krwią, na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości. Michael patrzył na niego przez chwilę i podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie korytarzem w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Mężczyzna wciągnął mnie do ciemnego pokoju. Na półkach poukładane były leki, w szklanych lodówkach poukładane były kroplówki, byliśmy w magazynie szpitala. Przez półmrok panujący w pomieszczeniu widziałam tylko oświetlone części pokoju, które rzucało nieco światła na twarz mężczyzny. Dalej czułam gorąco krwi ściekającej po mojej szyi.
-Zabijesz mnie?- Zapytałam mężczyznę przerażona. --Nie, gdybym chciał Cię zabić, zrobiłbym to już dawno.- Powiedział, trudno było odczytać ton jego głosu. Nie wiedziałam, jakie teraz drzemią w nim uczucia.
Michael jedną rękę delikatnie położył mi na karku, w drugiej przebił sobie nadgarstek i przyłożył mi go do ust. Ciepły płyn kapał mi wolno do ust, miał słodki smak. Przyłożyłam swoje usta bliżej jego ręki, a krew spływała wolno na moje wargi i wpływała do ust. Mężczyzna patrzył mi w oczy i delikatnie gładził moją szyję. Ból ustąpił i poczułam się lepiej. Po chwili chwyciłam rękę wampira i odciągnęłam ją od siebie. Po brodzie popłynęła mi z ust stróżka krwi, którą starłam wierzchem dłoni.
-Idź do łazienki i umyj się. Nikt nie może zobaczyć Cię w tym stanie.- Mężczyzna wyjrzał przez uchylone drzwi i wypuścił mnie, na korytarzu nikogo nie było. Przeszłam kilka kroków i odwróciłam się za Michaelem. Mężczyzna wchodził do pokoju, w którym został Chris. Usłyszałam kroki na korytarzu, więc schowałam się w jednym ze szpitalnych pomieszczeń. Wyjrzałam przez uchylone drzwi, podobnie jak Michael pielęgniarka weszła do pokoju martwego chłopaka. Usłyszałam krzyk kobiety, która wybiegła z pokoju, po chwili ją zobaczyłam. Nagle przed kobietą pojawił się Michael. Myślałam, że postąpi z kobietą tak jak z poszkodowanym chłopakiem, ale on chwycił w dłonie głowę kobiety i popatrzył jej w oczy. Nie usłyszałam co powiedział, ale kobieta ze spokojem kiwnęła głową i poszła do pokoju następnego pacjenta. Kiedy na korytarzu nikogo nie było weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Na szyi i brodzie miałam resztki krwi, które szybko zmyłam wodą. Po wyjściu z łazienki udałam się do swojej sali. Za mną wszedł Dustin:
-Odwiedziłem Cię wcześniej, ale nie było Cię w sali. Badania wyszły prawidłowo, czyli możemy Cię już wypisać, dość się tutaj z nami namęczyłaś.- Lekarz mrugnął do mnie.- Ale powiedz mi, jak się czujesz?
-Wszystko ze mną w porządku, bardzo się cieszę, że mogę już wrócić do domu. To kiedy dostanę wypis?
-Dzwoniłem do Twojej mamy i przyjedzie po Ciebie za godzinę. Możesz się już pakować. Wszystkie potrzebne dokumenty dostaniesz z wypisem. Wpadnę do Ciebie później, dobrze?- Powiedział, kiedy do pokoju weszła pielęgniarka. Mężczyzna uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
-Słyszałam, że pani już od nas ucieka, szkoda, bo jest pani jedną z niewielu miłych pacjentów.- W odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko.
-Czy... czy wie pani co stało się z Chrisem Butcherem, chłopakiem, który leżał w śpiączce? Nie ma go w jego sali.- Kobietę nie zdziwiło moje pytanie i odpowiedziała machinalnie:
-Chłopak wybudził się. Wyniki były dobre, a że czuł się dobrze został wypisany.- Wiedziałam, że to nie była prawda, ona też to wiedziała. To nie było możliwe, nie dla człowieka...
***
-Cieszę się, że już czujesz się dobrze kochanie. Już nigdy nie pozwolę, aby stała Ci się krzywda.- Powiedziała mama głaszcząc mój policzek. Siedziałyśmy z mamą w samochodzie stojącym na podjeździe przed kamienicą w której mieszkamy.
-Dobrze wiesz, że to nie Twoja wina mamo. Nie mamy wpływu na to co się dzieje. Ale chcę zapomnieć o tym co działo się przez ostatnie tygodnie.- Na prawdę chciałam zapomnieć, o tych zdarzeniach, ale wiedziałam, że to jest niemożliwe. Mama uśmiechnęła się smutno i razem poszłyśmy do domu.
 

 

Straciłam je. Nie wiem dlaczego, nikt nie wie, po prostu było martwe. A przecież wszystko było dobrze.
Pomimo, że minęły już 4 dni od operacji musiałam zostać w szpitalu, dalej byłam słaba. Teraz mama była w pracy, a ja zostałam tutaj bojąc się każdej następnej chwili mojego życia. Moje myśli kłębiły się tylko wokół nieznajomego, chociaż tak bardzo chciałam o nim zapomnieć, chciałam zapomnieć jego uśmiech. Kiedy tak bardzo cierpiałam on uśmiechał się do mnie jakbym właśnie dostała wymarzony prezent. Mimo to poczułam się bezpiecznie, w jego oczach widziałam spokój, który wtedy był mi tak bardzo potrzebny. Przez szpitalne okno wpadały smugi światła, które przebijały się również przez szybę na korytarz. Podążyłam wzrokiem za światłem i wtedy zobaczyłam jego. Patrzył na mnie z tym samym grymasem złości jak ostatnio. Zacisnęłam mocno powieki, chciałam, żeby go tam nie było, żeby zniknął. Otworzyłam z powrotem oczy, nikt nie stał za szybą. Odetchnęłam z ulgą, coś w tym mężczyźnie mnie przerażało, ale również dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Spojrzałam w stronę okna, ze strachu wstrzymałam powietrze. Mężczyzna stał, opierając ręce na parapecie i patrzył przez okno.
-Kim jesteś?- Zadałam cicho pytanie, które męczyło mnie już od kilku dni. Nieznajomy powoli odwrócił do mnie twarz z obojętną miną. Milcząc patrzył mi prosto w oczy, jego obojętny wzrok przeszywał mnie. Miał zielone źrenice, w których widziałam smutek.
-Mam na imię Michael.- Powiedział mężczyzna z brytyjskim akcentem.
-Czego od nas chcesz? Podobno Chris nie ma nikogo bliskiego. Zostaw nas w spokoju!- Coraz bardziej się denerwowałam, ale nie chciałam krzyczeć.
-Beze mnie on dalej będzie w takim stanie. Chcesz, żeby jego życie tak wyglądało? On nigdy nie umrze, on będzie rośliną. Kiedy odejdę nie będzie ratunku.- Słowa mężczyzny powtarzały mi się w głowie „On nigdy nie umrze”?
-Ludzie umierają, nawet Ci pogrążeni w śpiączce. Każdy kiedyś umrze!- Starałam się zgasić u mężczyzny tą pewność siebie. Ale on dalej miał zdecydowany wyraz twarzy, nic nie odpowiedział.- Poza tym Chris się wybudzi, to tylko wypadek, rozumiesz, wypadek!
-Nawet nie wiesz jak to się stało!- Powiedział wściekle.- Ty nawet go nie znasz, nie tak jak powinnaś.-Kontynuował Michael spokojniej.
-To powiedz mi, co się tak naprawdę stało.- Czułam się już trochę pewniej.- Powiedz mi: dlaczego tak często Cię widzę; dlaczego byłeś tutaj kiedy poroniłam; dlaczego się uśmiechałeś; skąd wiesz, co stało się z Chrisem?- Mężczyzna stał cicho, patrząc na mnie z gniewem w oczach.- To ty! To ty zabiłeś moje dziecko, chciałeś zabić Chrisa! To twoja wina!- Łzy napłynęły mi do oczu. Oskarżenia , jakie rzuciłam na mężczyznę nie miały sensu. Jak miał zabić dziecko, które ja nosiłam?
-To dziecko nie miało prawa powstać. Ono nigdy nie żyło. Chris nie może dać życia, Kim, on sam nie żyje. Czułaś się bezpiecznie kiedy tu byłem, wiedziałaś, że będzie dobrze. To dziecko nigdy nie żyło, nie wiem jak jego serce mogło bić.- Mężczyzna powiedział to oschle i zdecydowanie.- Nie wiesz nic o Chrisie, a teraz jesteś przez niego w niebezpieczeństwie. Mój braciszek zawsze liczył się tylko z samym sobą. Teraz potrzebuję Ciebie, żeby uratować ten jego nędzny tyłek. Wstawaj, idziesz ze mną.- Bałam się mu przeciwstawić dlatego posłusznie wstałam i wyszłam za nim na korytarz. Michael wszedł do windy i wcisnął klawisz numer 7. Kiedy doszliśmy do pokoju Chrisa mężczyzna zacisnął pięści.
-Przepraszam, a pan do kogo?- Pospiesznie podeszła do nas pielęgniarka.- A, to pani, w porządku, przepraszam, ale nie mogę wpuszczać tutaj nieznajomych. Państwo są razem?- Kiwnęłam potakująco głową, a pielęgniarka odeszła. Czyli do tego byłam mu potrzebna.
Mężczyzna wpuścił mnie do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do leżącego na łóżku chłopaka i stał nad nim z wyrazem wściekłości na twarzy, bałam się, że zrobi mu krzywdę, ale nie ruszałam się z miejsca. Michael podniósł swój nadgarstek i wbił w niego kły, spod których wypłynęła gęsta krew. Przystawił rękę do ust chłopaka, który przyssał się do niej i pił czerwony napój. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę, zacisnęłam mocno powieki, zrobiło mi się słabo, upadałam. Poczułam mocny uścisk, Michael prowadził mnie do krzesła przy łóżku.
Spojrzałam na Chrisa, który miał szeroko otwarte oczy, wyglądał jakby dopiero co się obudził, jakby był całkiem zdrowy. Chłopak popatrzył na mnie jak zahipnotyzowany i rzucił się na mnie z wściekłością w oczach. W ostatniej chwili Michael pociągnął go do tyłu i przyparł do ściany. Nic nie powiedział tylko wyszedł z chłopakiem z pokoju zostawiając mnie samą.
 

 

Obudziłam się kiedy za oknem było już ciemno. Mama nalewała wodę do szklanki co chwilę spoglądając na drzwi na korytarz jakby na kogoś czekała. Po chwili odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się smutno. Odwzajemniłam go niepewnie i położyłam rękę na brzuchu.
-Wszystko z nim w porządku, z Tobą na szczęście też.- Ulżyło mi trochę, ale przypomniałam sobie dlaczego tu wylądowałam i znowu ogarnął mnie niepokój.
-Mamo... gdzie jest Chris?- Mama popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Chris? Leży w śpiączce w szpitalu, nie pamiętasz? Nie byłyśmy u niego przez jakiś czas, bo cały czas były jakieś zajęcia po szkole. Dzisiaj też go nie odwiedziłam, bo siedziałam u Ciebie.- Mama podeszła do mnie i podała mi szklankę wody. Czyli nie widziała Chrisa w markecie.- Ale wiesz co kochanie, leżysz w tym samym szpitalu co on, po rozmowie z lekarzem mogę iść go odwiedzić.- Pokiwałam głową twierdząco, chociaż miałam inne plany.
Po pół godzinie rozmowy z mamą powiedziałam, że się zdrzemnę i udawałam, że zasnęłam. Poczułam dotyk mamy gładzącej mnie po głowie i usłyszałam skrzypnięcie delikatnie zamykanych drzwi. Gabinet lekarski był po drugiej stronie korytarza, więc mogłam wyjść niezauważenie. Szybko ubrałam leżący na krześle szlafrok i klapki spod łóżka. Szybko wyszłam z pokoju starając się nie wzbudzać żadnych podejrzeń i szybko udałam się na piętro gdzie znajdował się pokój Chrisa. Weszłam do pokoju chłopaka, który spał na łóżku. Stanęłam w drzwiach nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Za plecami usłyszałam ciche: „Przepraszam” i do pokoju weszła drobna pielęgniarka, którą dobrze znałam z wizyt w szpitalu.
-Hm... to trochę głupie pytanie, ale czy Chris cały czas tu leżał? Znaczy, czy nie przebudził się?- Kobietę zdziwiło moje pytanie, ale po chwili odpowiedziała:
-Nie, oczywiście, że nie. Pan Butcher cały czas leży w śpiączce. A czy może coś się stało?
-Nie nie. Wszystko w porządku.- Nie chciałam dzielić się z pielęgniarką wspomnieniem, że widziałam Chrisa zdrowego, na pewno to tylko mi się przywidziało. Stałam w drzwiach i patrzyłam jak kobieta poprawia Chrisowi kroplówkę, po chwili wyszła zostawiając mnie z targającymi mną myślami. Weszłam do pokoju, usiadłam obok łóżka chłopaka i chwyciłam jego silną rękę. Siedziałam obok niego chwilę patrząc na jego zamknięte powieki i modląc się w myślach, żeby się otworzyły. Podniosłam wzrok i zobaczyłam za szybą na korytarz mężczyznę podobnego do Chrisa, tylko starszego. To jego musiałam przypadkowo pomylić w sklepie, mężczyzna był bardzo przystojny, ale na jego twarzy widziałam grymas gniewu. Patrzył na mnie ze wściekłością i po chwili odszedł. Szybko wstałam z krzesła i zakręciło mi się w głowie, ale chciałam dowiedzieć się kim jest nieznajomy. Poszłam wzdłuż korytarza za mężczyzną. Poruszał się bardzo szybko, ale z gracją, zamiast do windy skierował się do wyjścia ewakuacyjnego. Udałam się za mężczyzną z trudem go doganiając. Drzwi trzasnęły za mną, ale w długim korytarzu nikogo nie było. Poszłam jeszcze kawałek, ale nigdzie nie zobaczyłam bocznych korytarzy. Mężczyzna nie mógł tak szybko wyjść z korytarza, był za długi. Poczułam się słaba i zmęczona, więc postanowiłam wrócić do swojego pokoju. Zjechałam na 5 piętro, ale kiedy wyszłam z windy nogi ugięły się pode mną i żeby nie upaść chwyciłam się odruchowo osoby obok mnie. Wokół mnie zrobiło się czarno. Poczułam tylko mocny uścisk i podporę w postaci najprawdopodobniej wózka inwalidzkiego, ktoś mnie na nim posadził. Po chwili poczułam się lepiej i otworzyłam oczy, ale nikogo obok mnie nie było. Z windy wyszła pielęgniarka, mówiła coś do mnie, ale nic nie zrozumiałam, bardzo kręciło mi się w głowie. Pojechałyśmy do mojego pokoju, przy łóżku siedziała zmartwiona mama. Dość długo mnie nie było, pewnie mnie szukali. Pospiesznie wstała i otarła łzy. Pielęgniarka położyła mnie na szpitalnym łóżku i podpięła mi kroplówkę i zasnęłam. Do pokoju wszedł lekarz, poznałam go, był to mężczyzna ze sklepu. Doktor zmierzył mi puls, a potem oplótł mi ręce wokół szyi. Do płuc wpływało mi coraz mniej powietrza. Dusiłam się. Widziałam tylko zimne oczy mężczyzny, widniała w nich nienawiść, przepełniała go całego. Udało mi się krzyknąć, krzyczałam głośno, chciałam, żeby ktoś mi pomógł. Poczułam mocny uścisk dłoni i dotyk na moim policzku. Otworzyłam oczy, to był tylko sen. Mama stała przerażona obok mnie, a za rękę trzymał mnie Dustin. Gładził mnie delikatnie po głowie i powtarzał tą samą formułkę: „Cii, to tylko zły sen”. Kiwnęłam głową i wzięłam szklankę z wodą z rąk mamy. Uśmiechnęłam się do niej, żeby zapewnić, że już wszystko w porządku. Mama spojrzała na mnie i zbladła, a lekarz cicho zaklął.
-Proszę jak najszybciej zawołać lekarza!- Nakazał mamie i zaczął odpinać ode mnie kroplówkę. Spojrzałam w nogi mojego łóżka, było tam kałuża krwi zaczynającej się od pasa. Krzyknęłam przerażona. Mama wybiegła z pokoju zostawiając otwarte drzwi. Zobaczyłam z nich twarz nieznajomego, ale tym razem uśmiechał się przyjaźnie.
-Jedziemy na salę operacyjną!- Krzyknął Dustin kładąc mnie na łóżku do przewożenia chorych i pchając go w stronę drzwi.
 

 

ON

-Uwaga, teraz będzie troszkę zimno.- Powiedział przyjaźnie lekarz nakładając mi na zaokrąglony brzuch żel z tubki. Udawałam, że chłód nie zrobił na mnie wrażenia, ale na całym ciele pojawiła mi się gęsia skórka. Mężczyzna uśmiechnął się i delikatnie dotknął mojego brzucha głowicą urządzenia.
Mama siedziała obok mnie na krześle i patrzyła na ekran z iskierkami w oczach i co chwilę posyłała mi promienny uśmiech. Mimo, że wyglądała na zadowoloną wiedziałam co tak naprawdę myśli, ale wspierała mnie i to było dla mnie bardzo ważne. To była już nasza druga wizyta u ginekologa, dlatego lekarz o nic już nie pytał i nie dziwił się, że tak młoda dziewczyna jest w ciąży. Był to młody lekarz, pewnie od razu po studiach, czyli 8 lat starszy ode mnie, był bardzo przystojny i miły, polubiłam go.
-Niech panie zobaczą, tutaj bije serce.- Mężczyzna pokazał palcem miejsce na ekranie. Małe serduszko biło delikatnie i równomiernie. Uśmiechnęłam się szczerze, pierwszy raz od długiego czasu. Spojrzałam na mamę, która miała w łzy w oczach, ale uśmiechała się. Ścisnęłam jej dłoń,a ona otarła spływające łzy i mrugnęła do mnie.
-Muszę iść załatwić jeszcze kilka formalności w recepcji. Ubierz się i przygotuj, a ja poczekam przy samochodzie. Do widzenia panie doktorze.- Uścisnęli sobie ręce i wymienili uśmiechy. Mama wyszła, a ja zostałam z lekarzem w gabinecie.
-To co Kim, jak Ci idą ćwiczenia, byłaś już w szkole rodzenia o której Ci mówiłem?
-Nie, jeszcze nie, ale w najszybszym czasie pojedziemy tam z mamą.- Lekarz kiwnął głową i wydrukował kilka zdjęć z urządzenia. Podał mi trzy zdjęcia i wyniki badań.- Panie doktorze, czy wszystko w porządku z dzieckiem?
-Tak, wszystko w jak najlepszym porządku. Tak w ogóle mam na imię Dustin, dziwnie się czuję jak mówisz do mnie per „pan”, jestem tylko o 6 lat starszy.- Lekarz posłał mi jeden ze swoich uroczych uśmiechów.- Twój chłopak nie obudził się jeszcze?- Pokiwałam przecząco głową i starałam się utrzymać łzy napływające mi do oczu.
Lekarz popatrzył mi w oczy i uśmiechnął się smutno. Tak jak ja,dobrze wiedział, że bez ojca dla dziecka nie dam sobie rady. Pierwsza łza popłynęła mi po policzku, a za nią potok następnych. Mężczyzna objął mnie i przytulił mocno, ale delikatnie. Wtuliłam się w niego i poczułam się bezpiecznie. Wtedy do gabinetu weszła jedna z pielęgniarek, chłopak odchrząknął i odsunął się ode mnie, a ja zaczerwieniłam się i odwróciłam od niego sięgając po kurtkę i torebkę leżącą na kozetce. Pielęgniarka położyła na biurku jakieś dokumenty i przepraszając wyszła z gabinetu. Chłopak kaszlnął i popatrzył na mnie:
-To... do zobaczenia za miesiąc.- Nie wiem dlaczego, ale mężczyzna wydawał się smutny.
-Wszystko ok?- Zapytałam nieco zmieszana.
-Tak, jasne. Ale Kim, może spotkalibyśmy się kiedyś poza... poza gabinetem.- Zdziwiła mnie propozycja chłopaka, ale z uśmiechem się zgodziłam. Na twarzy Dustina od razu zobaczyłam ulgę.
-Ale Dustin, pamiętaj, że mam chłopaka, to tylko przyjacielskie spotkanie, dobrze?- Zapytałam zmartwiona, ale chłopak pokiwał potakująco głową i uśmiechnął się radośnie. Wymieniliśmy się numerami telefonów, a potem pożegnałam się z lekarzem i poszłam do samochodu mamy.
-Dziękuję mamo, cieszę się, że ze mną tu przyjechałaś.- Mama uśmiechnęła się do mnie i mrugnęła.
-Coś długo musiałam na Ciebie czekać. Doktor Pills jest bardzo miły nie uważasz? I do tego taki przystojny.- Mama puściła do mnie oko i ruszyła z parkingu.
-Tak, bardzo miły. Wiesz, zaprosił mnie na wspólne wyjście.- Powiedziałam zadowolona. Mama w odpowiedzi pokiwała głową z aprobatą.- Ale to tylko znajomy, ok? Wiesz, że jestem z Chrisem.- Mama podniosła ręce w geście obronnym i zaśmiała się. Uśmiechnęłam się do niej i odwróciłam twarz do okna i z zadowoleniem pogłaskałam brzuch. Nagle poczułam wibracje w kieszeni kurtki. Sięgnęłam po telefon i przeczytałam sms od Alexa: „Hej jak wizyta u lekarza? Mam nadzieję, że wszystko ok. Pozderki ” uśmiechnęłam się i pospiesznie odpisałam przyjacielowi, bo akurat dojeżdżałyśmy z mamą do marketu. A ja akurat miałam ochotę na coś słodkiego. Wysiadłyśmy z samochodu i poszłyśmy w stronę sklepu. Mama objęła mnie i pocałowała w czoło. Lekko uderzyłam ją biodrem i weszłyśmy do sklepu. Wtedy go zobaczyłam, stał obok stoiska z herbatami i sięgał po jakieś pudełko. Nie mogłam w to uwierzyć, Chris wybudził się ze śpiączki. Nagle mocno zaczął boleć mnie brzuch i wszystko było czarne... Zemdlałam.
  • awatar zagubiona240: hahah, Suseł, to Ty?! xd
  • awatar Tranquility.: Romans z ginekologiem ;oo czekam na to, chce to przeczytać xD (co on będzie jej jeszcze badał?) hihih
  • awatar zagubiona240: @tyna23: Hhaha, to zabrzmiało, jak jakaś telenowela xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Do Chrisa przychodzę prawie codziennie, od ponad miesiąca, a on dalej nie wybudził się z śpiączki. Przez to, że się martwię o niego mam często gorączkę i zawroty głowy. Z mamą na szczęście mam lepsze kontakty i częściej rozmawiamy, nie jest już tak napięta atmosfera, jak przed wizytą w szpitalu. Ale niestety ciągle jestem rozdrażniona i odstresowuję się na przyjaciołach i bracie. Alex cierpliwie znosi moje humory, bo wie, przez co teraz przechodzę, ale niestety z Sarą coraz częściej się kłócimy, a ona odsunęła się ode mnie przez swój nowy związek z Dreew i nowymi znajomościami. Wolny czas spędzam w szpitalu, często Alex jeździ ze mną.
***
-Kim wstawaj, dziś musisz iść do szkoły.- Mama stała w drzwiach mojego pokoju.
-Mamo, nie czuję się za dobrze, próbowałam wstać, ale jest mi słabo i bardzo kręci mi się w głowie, poza tym, zaraz chyba zwymiotuję...- Mama podeszła do mnie i położyła mi dłoń na czole.
-Dobrze, w takim razie zostań dzisiaj w domu. Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej. Ja teraz jadę do pracy. Pa!- Powiedziała mam i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Koło 11.00, kiedy poczułam się lepiej poszłam do toalety. Z szafki wysoko nad zlewem wyjęłam podłużne pudełko. Usiadłam na toalecie i zaczęłam wpatrywać się w nie, jakbym chciała je zaczarować. Potem powoli wyjęłam ze środka test ciążowy. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę być w ciąży, ale musiałam dla pewności to sprawdzić. Dziesięć minut po wykonaniu testu, który leżał na zlewie obok dalej wpatrywałam się w niego w ciszy. Bardzo bałam się co na nim widnieje. W końcu ostrożnie wzięłam test do ręki, ale ciągle nie spojrzałam na niego. W końcu odważyłam się... na okienku widniały dwie kreseczki. Nie mogłam w to uwierzyć, test był pozytywny. Przez piętnaście minut siedziałam w łazience patrząc na te dwie piekielne kreski, które powinny widnieć na teście jakiegoś szczęśliwego małżeństwa, a nie 17-latki, której chłopak leży w śpiączce. Z telefonu leżącego na pralce dobiegły wibracje sms'a. Sięgnęłam po telefon, pisał Alex: „Czemu nie ma Cię w szkole? Coś się stało???”, zdenerwowana odpisałam przyjacielowi: „Al, jak będziesz mógł rozmawiać daj mi znać, jestem w domu. Muszę Ci coś powiedzieć”. Po odpisaniu sms'a wzięłam sobie coś do jedzenia i poszłam oglądać telewizor, żeby odwrócić na chwilę uwagę od dwóch kreseczek. Leżąc na kanapie nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Powoli poszłam je otworzyć. Do domu wpadł jak huragan Alex( musiał zerwać się z lekcji) i od razu wziął mnie w ramiona. Wtuliłam się w przyjaciela, odsunął się ode mnie i poparzył mi w oczy. Kiedy chłopak zdjął kurtkę weszliśmy do salonu.
-Co się stało Kim, o czym chciałaś mi powiedzieć?- Chłopak był bardzo zmartwiony i blady. Nie mówiąc nic podałam mu test. Kiedy chłopak zobaczył wynik zbladł jeszcze bardziej, a potem wstał i mocno mnie przytulił. Rozpłakałam się, pierwszy raz dałam uczuciom uwolnić się z mojego ciała. Staliśmy tak chyba z dziesięć minut.
-Co ja mam teraz zrobić Al?- Spytałam przez łzy.
-A co masz zrobić? Stało się, teraz musisz podjąć decyzję: albo urodzisz to dziecko, albo...- W odpowiedzi tylko pokiwałam głową przecząco, nie chciałam, żeby kończył tego zdania, dobrze wiedział co sądziłam o zabijaniu bezbronnych dzieci.- Czyli wyjaśnione. Mama już wie?
-Nie, jesteś pierwszy. Ale jak ja sobie Alex poradzę? Przecież Chris leży w śpiączce, nie dam rady sama opiekować się dzieckiem...
-Pomogę Ci.- Powiedział chłopak szczerze głaszcząc mnie po głowie.- Poza tym, mamy jeszcze ok.7 miesięcy na poprawę sytuacji. Uda nam się. Ale Kim? Musisz jak najprędzej powiedzieć mamie. Masz jeszcze jakiś test?
-Tak, mam jeszcze 2.
-Ok, to idź je zrobić, musisz mieć pewność, zanim podzielisz się z mamą, że już masz za sobą „udany” pierwszy raz.- Kiwnęłam głową i poszłam do łazienki. Kiedy wyszłam Alex zdenerwowany siedział na kanapie, jak mnie zobaczył od razu wstał i pytająco popatrzył na testy w mojej ręce.
-Oba pozytywne.- Chłopak z powrotem usiadł na kanapie i zakrył dłońmi twarz. Usiadłam obok niego. Siedzieliśmy tak długo, aż usłyszałam klucz przekręcany w drzwiach. Desperacko spojrzałam na Alexa, który uścisnął mi rękę i wstał z kanapy. Poszedł do przedpokoju, usłyszałam tylko „Dzień dobry” z ust obojga i kilka miłych słów, oraz zamykane się drzwi za moim przyjacielem. Zostałam sama z mamą i 3 testami. Mama weszła do salonu i spojrzała na moją bladą twarz.
-Coś się stało Kim, jesteś blada, a Alex też nie wyglądał najlepiej...
-Mamo, jest coś o czym powinnaś wiedzieć, ja... jestem w ciąży.- Spodziewałam się, że mama zemdleje, albo wpadnie w furię. Ale ona tylko spojrzała na testy leżące na stoliku i przytuliła mnie mocno.
-Ale z Alexem?- Mama była wyraźnie zdziwiona.
-Nie mamo z Chrisem.- Mama przytuliła mnie mocno i powiedziała cicho: „Damy sobie radę.”
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Od dwóch tygodni jest źle, coraz częściej kłócę się z mamą. Mam zły humor i często płaczę, a wszystko przez to, że... od szesnastu dni nie mam żadnego kontaktu z Chrisem. Najpierw chłopak nie odzywał się przez dwa dni i nie odbierał telefonów, ale myślałam, że spotkamy się w szkole. Niestety tak nie było, Chris nie zjawił się w szkole od tego czasu. Nikt z jego znajomych nic nie wie, a w sekretariacie nie dostali żadnych informacji na jego temat. Było zbyt dobrze, żeby mogło być na dłużej. Niestety za bardzo przyzwyczaiłam się do Chrisa i do jego obecności w moim życiu. Wiem, że nie mogę teraz tego tak zostawić.
***
Obudziłam się o rano i spojrzałam na zegarek, była 4.00 nad ranem, spałam pół godziny. Podświetliłam telefon, a na ekranie widniała koperta. Serce zaczęło mi szybko bić, miałam nadzieję, że to wiadomość od Chrisa. Kliknęłam na kopertę i zobaczyłam, że to tylko sms od wróżki. Zacisnęłam mocno powieki i zakryłam głowę poduszką. Wiedziałam, że tej nocy już nie zasnę. Leżałam na łóżku i czekałam na 6.00 W końcu zadźwięczał budzik, a ja mogłam przygotować się do szkoły. Dostałam sms-a od Alexa: „Dzień dobry! Do zobaczenia w szkole i nie zapomnij dzisiaj przynieść dobrego humoru”, uśmiechnęłam się lekko, ale zaraz znowu wrócił smutek. Po przygotowaniu się do szkoły podczas mycia zębów zadzwonił telefon. Podeszłam, żeby zobaczyć kto dzwoni i zobaczyłam nieznany numer. Z niepokojem odebrałam:
-Dzień dobry- usłyszał z telefonu głos nieznajomej kobiety.- Czy rozmawiam z panią Kim? Słychać było, że kobieta nie zna mnie. A jej niepewność w głosie oznaczała, że nie wie kogo ma się z spodziewać.
-Tak, słucham?- Ja również byłam trochę zaniepokojona tym telefonem.
-Czy zna pani Christophera Butchera?- Kiedy usłyszałam jego imię serce zaczęło mi szybko bić.
-Tak znam. Czy ma pani o nim może jakieś informacje?
-Właśnie z tego powodu dzwonię, przepraszam, że tak późno, bo na pewno zauważyła pani jego nieobecność.- Czy zauważyłam?! Nie mogłam o tym zapomnieć w ani jednej minucie od jego zniknięcia.- Bardzo mi przykro, ale pan Christopher Butcher miał wypadek samochodowy, było to na obrzeżach miasta, samochód pana Chrisa spadł z jednego z urwisk, przez dłuższy czas nikt nie widział roztrzaskanego samochodu. Na szczęście ktoś przejeżdżał przez leśną drogę i zobaczył samochód pana Chrisa. Dopiero wczoraj w nocy udało się odzyskać dane z telefonu komórkowego. Jedyną osobą, z którą Christopher się kontaktował w niedługim czasie była tylko pani.
-Tak, oczywiście, rozumiem. Może mi pani powiedzieć w którym szpitalu leży Chris?
-W Mount Sinai Hospital. Piętro 7 pokój 600. Jeśli pani przyjedzie proszę zgłosić się do recepcji, ponieważ musimy uzupełnić informacje o panu Christopherze.
-Oczywiście, przyjadę jak najszybciej będę mogła. Dziękuję.- Kobieta wyłączyła się. Moje serce dalej mocno biło i zrobiło mi się słabo. Nie mogłam uwierzyć, że Chris miał wypadek, nie mogłam sobie wyobrazić, że coś mogło mu się stać.
Zbiegłam do mamy i powiedziałam jej o telefonie ze szpitala. Mama słuchała mnie uważnie, a potem wstała i powiedziała, że mam się szybko ubrać, bo jedziemy do Chrisa, tak jakby zapomniała o naszej wczorajszej wieczornej kłótni, była taka dobra. Uścisnęłam ją mocno i przeprosiłam za moje ostatnie zachowanie, a potem szybko włożyłam kurtkę i buty i zbiegłam do samochodu. Mama zjawiła się chwilę potem z torbą na zakupy i położyła mi ją na kolana.
-Który to szpital?
-Mount Sinai Hospital.
-To na Manhattanie, postaram się dojechać tam jak najszybciej.- Uśmiechnęłam się wdzięczna i zajrzałam do torby, były tam owoce i 2 butelki wody i książka, którą czytał, kiedy do nas przychodził i musiał na mnie czekać. Ja nawet nie pomyślałam, żeby coś dla niego wziąć, chciałam tylko być z nim jak najprędzej.
Wreszcie dojechałyśmy, pod szpitalem było pełno karetek, a sam szpital to wysoki przeszklony, elegancki budynek. Jak najprędzej poszłyśmy z mamą załatwić formalności. Wreszcie mogłam iść do Chrisa. Windą pojechałyśmy na 7 piętro i szukałyśmy pokoju 600, wreszcie jedna z pielęgniarek pokierowała nas do pokoju. Stałam pod drzwiami bojąc się wejść do środka. Mama ścisnęła mocno moją rękę, a ja odważyłam się otworzyć drzwi. Spojrzałam do środka: na środku sali pod drzwiami stało łóżko z leżącym chłopakiem. Chłopak spał, na jego twarzy było kilka zadrapań, więcej na rękach. Dowiedziałam się, że Chris miał złamane żebro i rękę, a teraz leży w śpiączce.
Po cichu weszłam do pokoju i usiadłam na krześle obok szpitalnego łóżka. Wzięłam chłopaka za rękę i delikatnie zaczęłam ją głaskać. Łzy spływały mi po policzkach, a ja nie chciałam wydusić z siebie żadnego dźwięku, żeby nie zakłócić tej błogiej ciszy panującej w pokoju. A może ta cisza wcale nie była taka dobra... w jednej chwili chciałam jak najszybciej ją zniszczyć, przecież cisza od zawsze kojarzyła mi się z pustką, ze śmiercią...
-Chris, tak bardzo za Tobą tęskniłam, nie mogłam znieść tego czasu, od kiedy Ciebie przy mnie nie ma.- Bez Ciebie wszystko jest szare, nawet trawa nie ma koloru. Zdrowiej szybko, obudź się proszę...- Do pokoju weszła pielęgniarka.
-Przepraszam, ale muszę podać panu leki i poprawić kroplówkę.- Spojrzałam na zegar nad łóżkiem, siedziałam tutaj już 4 godziny. Pożegnałam się z pielęgniarką i ostatni raz zerknęłam na Chrisa. Nie mogłam uwierzyć, że jego rodzina nawet się nim nie zainteresowała i nie ma z nim żadnego kontaktu, było mi go bardzo żal, bo dla mnie rodzina była najważniejsza. Przed drzwiami czekała już na mnie mama z kubkiem kawy. Podała mi go i pocałowała w czoło. Bez słowa poszłyśmy do samochodu i w ciszy jechałyśmy do domu. Kiedy dojechałyśmy do domu poszłam się wykąpać, a potem usiadłam z mamą w salonie porozmawiałyśmy chwilę, a potem mama zaproponowała mi, żebym dziś spała z nią w łóżku. Napisałam sms'a do Alexa z wyjaśnieniami dlaczego nie odbierałam jego połączeń i nie opisywałam na miliony sms'ów. Całą noc rozmawiałyśmy z mamą o Chrisie, zasnęłyśmy dopiero nad ranem.
 

 
*4 miesiące później*
Jestem z Chrisem już od 4 miesięcy i mimo moich wielu obaw jest to najlepszy czas w moim życiu.
Bałam się, że Alex będzie miał do mnie pretensje, bo dopiero co umówiliśmy się, że przyjaźń będzie dla nas najważniejsza. Na szczęście, kiedy chłopak dowiedział się, o moim nowo rozpoczętym związku przyjął to z wielkim uśmiechem. Bałam się, że będę miała mniej czasu dla przyjaciół, ale było odwrotnie. Chris organizował wiele wypadów z Alexem, Sarą i kilkoma innymi znajomymi i robił wszystko, żebym często się z nimi spotykała. Wychodziliśmy razem na imprezy, a ja stałam się bardziej towarzyska. Czułam, że mam idealne życie. Chris sprawował się świetnie jako chłopak, byłam bardzo szczęśliwa, że nam wychodzi. Wszystko było świetnie aż do pewnego grudniowego poranka:
Obudziłam się rano w łóżku... niestety nie swoim. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju, poznałam, że jest to pokój Chrisa. Byłam ubrana w dużo za dużą na mnie koszulę flanelową. Obok mnie na łóżku leżał Chris, spał. Byłam przerażona, dobrze wiedziałam co to znaczy.
-Cholera.- Zaklęłam cicho. Chłopak obudził się, widać było, że on też nie wie co się dzieje. Popatrzył mi w oczy i mocno zacisnął powieki.
-Przepraszam Kim, przepraszam nie wiedziałem, że to się stanie, nie powinienem tyle pić, powinienem Cię pilnować. Kim wybacz mi proszę Cię przepraszam, Kim przepraszam...- Chłopak był przerażony, wydusił wszystko bez chwili przerwy. Chwyciłam go za rękę i mocno ją uścisnęłam.
-To nie Twoja wina Chris, nie możesz się ciągle pilnować, jesteś młody. Ja jestem odpowiedzialna sama za siebie. Będzie dobrze, to nic takiego.-Starałam się go uspokoić, chociaż sama byłam roztrzęsiona. Byliśmy po imprezie, musieliśmy za dużo wypić. Nic nie pamiętam z poprzedniej nocy.
Chłopak usiadł i mocno mnie przytulił.
-To wcale nie jest: „nic takiego” Kim. Nie jesteśmy dziećmi, powinniśmy się pilnować.- Poczułam wielkie wyrzuty sumienia, jakbyśmy zrobili coś strasznego, zakazanego. Po wyrazie twarzy Chrisa widziałam to samo.- Kim, musisz zadzwonić do swojej mamy i to koniecznie. Dzisiaj jest sobota, nie musimy iść do szkoły.- Podziwiałam trzeźwość umysłu chłopaka, bo moja głowa była pusta.
-Spokojnie, mojej mamy nie ma, wyjechała na delegację, a mój brat jest u ojca. Twoi rodzice pojechali na wycieczkę. Jesteśmy sami.- Powili wszystko sobie przypominałam. Chłopak kiwnął głową i założył spodnie.
-Może idź się odświeżyć, a ja zrobię śniadanie i kawę.- Pierwszy raz dzisiaj uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech i poszłam do łazienki.
Po kilkunastu minutach weszłam do kuchni, gdzie roznosił się zapach świeżej kawy i tostów.
-Smacznego!-Powiedział Chris podając mi talerz tostów i stawiając kubek kawy.
-Mmm, super! Dziękuję bardzo.- Od razu poczułam się lepiej.- Chris... nie mówmy lepiej nikomu o wczorajszej nocy, jeśli ktoś będzie pytał, odprowadziłeś mnie do domu i grzecznie wróciłeś do swojego, dobrze?
-Jasne Kim, też chciałem z tobą o tym pogadać. Dzięki Kim, mimo że nic z tej nocy nie pamiętam, to na pewno było fajnie.- Zaśmialiśmy się razem. Wstałam i pocałowałam chłopaka, a on mocno mnie przytulił.- Będzie dobrze Kim, jeśli będziemy razem, będzie dobrze.- Powiedział to z taką czułością, że łzy napłynęły mi do oczu. Kiwnęłam tylko głową i mocniej wtuliłam się w ramię chłopaka.
Po śniadaniu napisałam sms'a do mamy, a Chris do rodziców. Nie chcieliśmy, żeby coś wypadło z normy.
-Chris? Sara pisze, byłyśmy na dzisiaj umówione na zakupy, nie gniewaj się, ale muszę iść.
-Jasne Kim, podwiozę Cię pod dom. Będziesz szybciej.
-Dziękuję.- Powiedziałam ubierając buty i kurtkę. Chłopak zrobił to samo i wyszliśmy na zaśnieżone podwórko. Kiedy przyjechaliśmy pod mój dom zadzwoniła Sara:
-Kim, gdzie jesteś?! Stoję pod twoimi drzwiami i czekam!
-Już idę Sara, przepraszam byłam w sklepie!- Powiedziałam zrozpaczona patrząc na Chrisa. Chłopak ze spokojem kiwnął głową i zza siedzenia wyjął reklamówkę z czymś w środku. Wyłączyłam się a on podał mi ją. W środku były 2 paczki krówek i kawa.
-Dzięki Chris! Ja lecę, a Ty jedź bezpiecznie! Do zobaczenia wieczorem.
-Pa Kim, przyjadę o 19.00. Miłego dnia.- Powiedział całując mnie. Szybko wyszłam z auta, które pospiesznie odjechało.
 

 

-Hej Kim!- Sara dogoniła mnie na korytarzu.- Czemu Cię nie było wczoraj w klubie? Czekaliśmy na Ciebie, a potem występować zaczął Tom... Masakra! Dzwoniłam do Ciebie chyba ze 100 razy!
-Tak wiem, Michael dzwonił do mnie godzinę przed występem i powiedział, że zamiast mnie wystąpi Tom. Byłam strasznie przybita, więc Chris zabrał mnie do ciekawego miejsca. Przepraszam, wiem, że powinnam Cię poinformować, ale jakoś wypadło mi z głowy.
-Hmm, chyba nawet wiem dlaczego...- Powiedziała Sara z wielkim uśmiechem.- Jasne jak z Chrisem to muszę Ci wybaczyć. A co to za „ciekawe miejsce” hmm?- Przyjaciółka wymownie podniosła jedną brew.
-Haha przestań!- Powiedziałam i lekko uderzyłam przyjaciółkę w ramię.- Byliśmy na jakimś urwisku. Było fajnie, ale to tylko przyjacielski wypad.
-Ok ok, ale musisz mnie poznać z tym twoim Chrisem.- Podszedł do nas Alex widocznie zmartwiony.
-Co jest?- Spytał, kiedy zobaczył, że się śmiejemy.
-Kim ma nowego wielbiciela.
-Jasne?! Czemu nic nie mówiłaś, myślałem, że mówimy sobie o wszystkim!
-To nie jest mój wielbiciel!- Krzyknęłam do przyjaciół, kiedy w tym samym momencie stanął za mną Chris. Momentalnie zrobiłam się czerwona. A Sara cicho parsknęła śmiechem pokazując lekko Alexowi na chłopaka stojącego za mną. Alex również szeroko się uśmiechnął.
-Hej Kim. Jak leci?- Zapytał Chris przytulając mnie na powitanie.
-Hej, Chris! U mnie wszystko w porządku.- Odpowiedziałam starając się zatuszować zmieszanie.- Poznaj moich przyjaciół: to jest Alex, a to Sara. Moi najlepsi przyjaciele.- Oboje wyszczerzyli się w uśmiechu, a Chris pomachał im przyjacielsko.
-Wiesz, przyszedłem się tylko przywitać, bo muszę załatwić coś w sekretariacie. Mogę przyjść do Ciebie na dłuższej przerwie?
-Jasne! To do zobaczenia później.- Chłopak pożegnał się z moimi przyjaciółmi i odszedł w stronę sekretariatu.
-Miły chłopak z tego Chrisa.- Powiedział Alex, a Sara poparła go żywo kiwając głową i puszczając do mnie oko. Uśmiechnęłam się tylko w odpowiedzi. Podszedł do nas Dreew- chłopak, w którym zakochana jest Sara.
-Hej Sara, możemy pogadać? Hej ludzie.- Przywitaliśmy się z chłopakiem i razem z Alexem ruszyliśmy korytarzem zostawiając przyjaciół samych.
-A teraz powiedz co się stało.- Zaczęłam rozmowę patrząc chłopakowi w oczy.
-Nic takiego, sama wiesz, jesteśmy już w drugiej klasie, w szkole jest dosyć ciężko.
-No cóż, wiem. Ale nie wiem od kiedy tak bardzo mój przyjaciel przejmuje się szkołą...- Wiedziałam, że Alexowi nie chodziło o szkołę.- Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.- Chwyciłam chłopaka za rękę. Kiedyś mieliśmy bardzo dobry kontakt, znaliśmy się z gimnazjum i od razu się zaprzyjaźniliśmy, jednak potem ja zaczęłam spotykać się z Tomem a on z Annie.
-Wczoraj z Annie bardzo się pokłóciliśmy, w kłótni przyznała mi się, że od jakiegoś czasu ma kogoś innego. I... zerwaliśmy.
-Cholera.- Przerwałam chłopakowi. Pogłaskałam przyjaciela po ramieniu, a potem przytuliłam go mocno.
-Lepiej, że dowiedziałem się tego teraz i od niej, a nie od kogoś innego.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć, zawsze kiedy będziesz mnie potrzebował.
-Wiem Kim, Ty dla mnie też. Ale teraz masz Chrisa, nie chcę Ci zajmować czasu swoimi problemami.
-Przestań! Jesteś moim przyjacielem i masz mi mówić o wszystkim! Wiesz, od kiedy mamy kogoś, nie mamy w ogóle dla siebie czasu... Może na razie skupmy się na sobie. Na przyjaźni i przyjaciołach hmm?
-Jasne, dobry pomysł! Skupmy się na sobie.- Odpowiedział z uśmiechem i rozeszliśmy się do klas. Byłam zadowolona, że znowu mogliśmy ze sobą szczerze porozmawiać i się do siebie zbliżyć.
Niestety mój dobry pomysł poszedł na marne kiedy 3 godziny później na długiej przerwie Chris przyszedł do mnie i po dłuższej rozmowie zaczęliśmy się całować...
  • awatar Gość: Pyar Kii Yeh Ek Kahani
  • awatar Gość: my love ip
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-Pa misiu! Powodzenia!- Krzyknęła za mną mama stojąca w drzwiach.
-Pa mamo, trzymaj kciuki!- Odpowiedziałam siłując się z drzwiami samochodu Chrisa. Chłopak otworzył okno ze strony pasażera.
-Siemka misiu!- Powiedział z uśmiechem.
-Hej, możesz mi pomóc?- Zapytałam. Chłopak wyszedł z samochodu położył rękę na mojej leżącej na klamce i mocno za nią szarpnął. Trzymając drzwi czekał aż wygodnie usiądę, wrócił na miejsce kierowcy i ruszył.
Zadzwonił do mnie telefon, kiedy go odebrałam usłyszałam głos Michaela- szefa klubu w którym miałam dziś występować: „Witaj Kim. Miałem do Ciebie zadzwonić wcześniej, ale jakoś wypadło mi z głowy. Niestety nie możesz dziś występować, ponieważ mam już zajęty czas występów. Tom, Twój chłopak był dziś u nas i powiedział, że na pewno nie będziesz miała nic przeciwko, żeby wystąpił zamiast Ciebie. No to miłego dnia życzę. Trzymaj się!” i mężczyzna wyłączył się. Westchnęłam zdenerwowana i wbiłam się głębiej w fotel z mocno zaciśniętymi oczami.
-Coś nie tak?- Zapytał chłopak z wbitym we mnie wzrokiem.
-Wiesz... nie występuję dzisiaj w klubie, więc nie ma po co tam jechać... No chyba, że masz ochotę posłuchać Toma.
-Uhm, czyli pajac Cię wygryzł? No nic, jak już wyszliśmy, to zróbmy coś fajnego, a poza tym Tobie chyba też przyda się poprawa humoru...
-Jasne, dzięki. A co będziemy robić?- Zapytałam patrząc na chłopaka.
-To będzie niespodzianka, ale mam nadzieję, że Ci się spodoba.- Odpowiedział Chris parkując przy jakimś sklepie.- Poczekasz chwilkę? Zaraz wrócę.- Kiwnęłam potakująco głową, a chłopak wyszedł. Otworzyłam szufladkę w aucie i zobaczyłam w niej zdjęcia chłopaka z kilkoma innymi osobami i mapę drogową Ameryki Północnej. Jedno zdjęcie najbardziej rzuciło mi się w oczy, była na nich ładna dziewczyna o blond włosach i nieskazitelnej cerze. Na zdjęciu uśmiechała się do fotografa, a w rękach trzymała małe dziecko. Przez okno zobaczyłam wychodzącego ze sklepu Chrisa. Szybko zamknęłam szufladkę i speszona poprawiłam się na siedzeniu.
-No, to możemy jechać!- Powiedział chłopak siadając na siedzeniu kierowcy kładąc reklamówkę z zakupami delikatnie na tył samochodu.
-Ok, to gdzie teraz?- Spytałam patrząc na reklamówkę, chcąc wiedzieć co jest w środku.
-A no niespodzianka, zaufaj mi. Spokojnie, nie bój się!- Dodał widząc mój zaniepokojony wzrok.
-W porządku, ufam.- Powiedziałam z uśmiechem. Chłopak ruszył i włączył radio z którego poleciała piosenka Rock Mafia: „The Big Bang”. Była to jedna z moich ulubionych piosenek, więc od razu zaczęłam cicho ją nucić. Chris pogłośnił muzykę i zaczął głośno ją śpiewać. Po chwili dołączyłam do niego i tak śpiewając różne piosenki i śmiejąc się dojechaliśmy leśną ścieżką nad urwisko.
-Co my tu robimy? Nie boisz się, że Ci auto spadnie?
-Haha, nie, Ty też nie powinnaś. Wszystko jest bezpieczne, zluzuj trochę.- Powiedział puszczając mi oczko. Sięgnął po torbę z tyłu i wyszedł z auta. Wyszłam za nim i usiadłam na pace samochodu obok chłopaka. Była to błyszcząca, czerwona furgonetka. Chłopak rozsiadł się wygodnie wyciągając zakupy z reklamówki postawił przed nami dwa kubki ze Starbucks'a otworzył wieczka obydwóch i wrzucił tam zakupione pianki Marshmallow. Zamknął wieczka i podał mi jeden z nich.
Upiłam mały łyk napoju, który okazał się gorącą czekoladą, była przepyszna. Chris włączył radio, a ja oparłam się wygodnie o kabinę auta. Chłopak wrócił z dwoma poduszkami i kocami położył jedną za moje plecy i przykrył mnie kocem i sam zrobił to samo. Po chwili otworzył dużą paczkę Skittles'ów i położył ją między nami. Zadarłam głowę w niebo chcąc zobaczyć gwiazdy, ale niebo było zachmurzone. Siedzieliśmy razem rozmawiając, śpiewając piosenki z radia i jedząc słodycze kupione przez Chrisa. Po chwili chłopak poszedł do kabiny auta i wrócił ze zdjęciami w ręce. Pierwszym zdjęciem jakie mi pokazał było zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny.
-To moja siostra ze swoim dzieckiem.- Powiedział podając mi zdjęcie, żebym mogła je lepiej zobaczyć. Kiwnęłam głową czekając aż opowie mi więcej o dziewczynie.- Zginęli w wypadku samochodowym, Annie prowadziła po kłótni z rodzicami. Była bardzo zdenerwowana, nie powinna prowadzić w tym stanie. Andie, bo tak miało na imię dziecko- dwulatek, zginął na miejscu, Annie próbowali ratować w szpitalu, ale niestety, nie udało się...- Chłopak był poruszony i widać było, że siostra była dla niej bardzo ważna. Miałam łzy w oczach, ale było mi miło, że Chris ufa mi na tyle, że opowiedział mi tę historię.
Nagle z nieba lunął deszcz. Zerwaliśmy się jak najszybciej zbierając rzeczy z paki samochodu i wsiadając do kabiny, ale i tak bardzo zmokliśmy. Chłopak posłał mi promienny uśmiech, a ja odwzajemniłam go. Zerknęłam na telefon i zobaczyłam, że jest już 21.00, czas bardzo szybko mi minął.
-To co jedziemy do domu?- Zapytał chłopak wycofując auto i leśną ścieżką ruszył w stronę miasta. Przytaknęłam mu i resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Myślałam o siostrze Chrisa, bardzo było mi przykro, że tak młoda dziewczyna razem z dzieckiem zginęła z tak błahego powodu jak kłótnia z rodzicami. Dojechaliśmy pod mój dom.
-Dziękuję, naprawdę bardzo dobrze się bawiłam. Udało Ci się poprawić mi humor.- Powiedziałam z uśmiechem patrząc na chłopaka.
-Miłej nocy Kim. Do zobaczenia jutro w szkole.- Odpowiedział ściskając mnie za rękę, odwzajemniłam uścisk i wysiadłam z auta. W drzwiach jeszcze raz odwróciłam się do Chrisa i pomachałam mu ostatni raz na pożegnanie.
 

 

-Cześć.- Powiedziałam do chłopaka stojącego pod tablicą ogłoszeń. Odwrócił się zaskoczony. Pewnie dlatego, że znał mało osób w szkole.
-Hej Kim, jak leci?- Zapytał uśmiechając się.
-Hmm, u mnie już dobrze. Przygotowuję się do solowego występu, tak jak radziłeś.- Chłopak posłał mi promienny uśmiech. Zobaczyła nas Sara, która z wrażenia wpadła na jakiegoś chłopaka. Uśmiechnęła się tylko zawstydzona i z rumieńcem na twarzy jak najszybciej ulotniła się do z korytarza. Przyglądałam się temu zdarzeniu i parsknęłam cicho śmiechem. Chłopak też się jej przyglądał. Po chwili kontynuował naszą rozmowę:
-Bardzo dobrze robisz, tylko na tym skorzystasz. Chyba Ci się nie przedstawiłem, jestem Chris.- Chłopak puścił do mnie oko, był bardzo przystojny. -Mam nadzieję, że dużo ćwiczysz.
-Staram się. Często występuję w klubie: "Randan", może wpadniesz? Było by mi miło jakbyś przyszedł.
-Chętnie, ale to daleko stąd. A ty gdzie mieszkasz, jeśli mogę spytać?
-Jasne, mieszkam na Harlemie, centralna część.
-To trochę daleko, może po ciebie przyjechać? Możemy pójść tam razem.- W głosie chłopaka nie było słychać, żadnego zmieszania, dlatego wyczułam, że nie chodzi mu o randkę.
-A mógłbyś? Byłoby świetnie. To co jesteśmy umówieni o 18.00? Wiesz gdzie są Graham Court?
-Jasne. Mieszkasz w Graham Court?! Wow!
-Taaa, kasa od tatusia dużo ułatwiła nam życie. Szkoda, że tatusia nie ma...
-Nie wie co traci.- Chłopak lekko trącił mnie biodrem. Uśmiechnęłam się posępnie.
-To co, do zobaczenia o 18.00 Chris.- Powiedziałam i poszłam do klasy.
Po drodze natknęłam się na Toma, który zagrodził mi drogę.
-Co, już znalazłaś sobie nowego kochasia?- Zapytał kpiąco.
-Nie, ale nie muszę Ci się tłumaczyć. Proszę przepuść mnie.
-Do zobaczenia dziś w klubie, na pewno się zjawię.- Chłopak wyzywająco uniósł brew. Nie odpowiedziałam mu, chłopak po woli odsunął się robiąc mi przejście. Ominęłam go ostrożnie i szybkim krokiem weszłam do klasy równo z dzwonkiem.
  • awatar ★Pisze-Opowiadam★: Genialne, czekam na ciąg dalszy ;)
  • awatar Tranquility.: Ola kupo, dla mnie chris jest za bardzi mily xd wole patcha z szeptem ;D ale opowiadanie jak zawsze wspaniale ;D mam nadzieje ze chris bd ukrywal jakas tajemnice ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-Czekaj czekaj, co powiedziałeś?! Jak to zaczynasz karierę sam. Przecież cały czas przygotowujemy się na występ w duecie...- Staliśmy z Tomem przed moją szafką szkolną i przechodziliśmy kolejną kłótnię.
-Kim, nie gniewaj się. Mamy różne gusta, uważam, że nasze głosy lepiej brzmią osobno. Poza tym, przygotowałem się już do występu solo.
-Co proszę?! Czyli przygotowywałeś się już wcześniej do tego konkursu nic mi nie mówiąc? Ty egoisto! Cały czas próbujesz udowodnić mi, że jestem od Ciebie gorsza. Nie wiem dlaczego w ogóle jeszcze się z Tobą użeram...
-Kim, nie mów tak, dobrze wiem, że tak nie myślisz. Pasujemy do siebie.- Chłopak podszedł i pogłaskał mnie po ramieniu.
-Możliwe Tom, ale tylko wizualnie, a ja nie potrzebuję takiego związku...- Powiedziałam zdejmując dłoń chłopaka.
-Czyli to już koniec tak?- Tom nie sprawiał sobie nawet trudu, żeby udawać, że mu przykro.
-Tak. Czuję, że tak będzie lepiej...
-Do diabła z Tobą!- Krzyknął chłopak i uderzył mnie ramieniem. Telefon, który trzymałam w ręce upadł z trzaskiem na podłogę.
-Cholera!- Zaklęłam głośno.
-Zły dzień?- Zapytał chłopak podnosząc mój telefon.
-Nie, źli ludzie.- Odpowiedziałam sięgając do ręki chłopaka. Zauważyłam wtedy, że był to nieznajomy z barierek. Uśmiechnęłam się nieśmiało.- Dzięki, że się zainteresowałeś.- W tym momencie z telefonu zaczęła lecieć muzyka. To była piosenką którą nagraliśmy z Alex'em. Ja śpiewałam, a on wszystko złożył do kupy, tak, że powstała idealna piosenka do tańca. Od razu sięgnęłam po telefon, jednak chłopak odsunął rękę dalej słuchając.
-Świetne do tańca, czyje to? Dziewczyna ma świetny głos.- Zapytał chłopak z zamyśloną miną.- Chyba gdzieś już słyszałem ten głos...
-Zapewne, 2 tygodnie temu.- Powiedziałam zagadkowo. Chłopak uniósł brew.- To... mojego przyjaciela i moje, nagraliśmy to razem.- Odpowiedziałam zmieszana.
-No fakt, powinienem się od razu zorientować. "Give me love" w Twoim wykonaniu było bardzo interesujące.- Powiedział Chłopak z przesadzoną powagą, jednak zaraz się uśmiechnął i dodał:
-A Ty chciałaś marnować głos z tym palantem.- Widać było, że nie darzy Toma zbyt wielką sympatią.
-Uhm, to była dość osobista kłótnia. Nie powinieneś tego słyszeć... Ale dziękuję, cieszę się, że komuś się podobało.- Byłam zmieszana całą tą sytuacją.
Chłopak podał mi telefon i powiedział:
-Uważam, że masz niesamowity głos i powinnaś zaśpiewać sama w tym konkursie. Plus- twój głos świetnie brzmi w tanecznych kawałkach Kim.- Chłopak puścił do mnie oczko i odszedł.

Chris:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

-Max pospiesz się, mama czeka już na nas w aucie! Co ty tam robisz?!- Stałam pod drzwiami łazienki i czekałam aż mój młodszy brat w końcu z niej wyjdzie. Musiałam się jeszcze pomalować przed pierwszym dniu szkoły.
-Spokojnie Kim, już wychodzę. Przecież mężczyzna też musi o siebie zadbać!
-No tak, mężczyzna, nie 12 latek!-Powiedziałam ze śmiechem. Brat nie lubił jak wypominałam mu, że jest ode mnie młodszy.- Idę ubrać mundurek, a jak wrócę ma cię tu już nie być!
Kiedy wróciłam Maxa już nie było. Umyłam zęby i nałożyłam delikatny makijaż. W szkole za był zakaz makijażu, chyba, że scenicznego. Chodziłam do szanowanej akademii artystycznej, Prawie nikt nie przestrzegał tego zakazu. Spojrzałam w lustro:
-Tomowi się spodoba- Powiedziałam do siebie. Tom to mój chłopak, jesteśmy ze sobą już od roku. Jeszcze raz zaśpiewałam gamę, bardzo stresowałam się, przed występem. Zawsze na zakończenie i rozpoczęcie roku każdy student akademii musi przedstawić swoje umiejętności. Wzięłam torbę ze strojem na występ i pobiegłam do auta.
***
-Nie mam już siły się z Tobą kłócić! Chciałam Ci tylko powiedzieć, że Twój syn marzy o tym, żeby jego ojciec poszedł z nim na ten zakichany początek roku. Ja Cię nie potrzebuję, ale pomyśl o swoim dziecku.(...) Ale chyba możesz opuścić jedną cholerną próbę i poświęcić trochę czasu swojemu dziecku?!(...) Ok, ale nie oczekuj ode mnie, że będę Cię przed nim usprawiedliwiać. Sam mu to powiesz.(...)- Jechałyśmy z mamą do mojej szkoły, brata wysadziliśmy w jego. Pech chciał, że ustalono nam początek roku na tą samą godzinę, wiec mama nie mogła być na rozpoczęciu obojga z dzieci. Liczyła na to, że ojciec pójdzie na rozpoczęcie Maxa. Tata jest gwiazdą rock'a, kariera jest dla niego ważniejsza niż rodzina, więc rozstali się z mamą. O ile ja się z tym pogodziłam niestety mój brat niestety nie. Max bardzo tęsknił za tatą i starał się jak najczęściej z nim widywać. Niestety tata nie był już taki chętny na spotkania z synem, myślał, że pieniądze jakie nam daje wystarczą, żeby wypełnić bratu lukę za ojcem.- Wiesz co, chrzań się!- Mama zjechała na pobocze i oparła głowę na kierownicy.
-Mamuś, nie przejmuj się nim, pojedziesz do Maxa, a ja dam sobie radę sama. W końcu mam już 17 lat.
-Wiem kochanie, ale nie mogę już tego znieść. Max myśli, że to ja zabraniam ojcu się z nim widywać.-Mama ruszyła, byliśmy 5 minut od szkoły.
-Mówię Ci, będzie zadowolony, że tam z nim będziesz.
-Ale przecież masz występ, chciałabym być tam z Tobą.
-Mamuś, słyszałaś jak śpiewam chyba ze 100 razy, nie będę śpiewać inaczej. A poza tym, ktoś na pewno będzie to kamerował. Zdobędę dla Ciebie nagranie.- Uśmiechnęłam się do mamy i pogłaskałam ją po ramieniu. Wysiadłyśmy z mamą z auta i wzięłam torbę. Do rozpoczęcia miałam jeszcze 45 minut.
-Dasz sobie radę kotku. Miłego dnia.- Powiedziała mama i pocałowała mnie w policzek.- O której wrócisz?
-Nie wiem, chyba wieczorem, pewnie pójdziemy gdzieś ze znajomymi. Dam Ci jeszcze znać. Jedź ostrożnie.
-Powodzenia!- Powiedziała mama wsiadając do auta.
Stałam na parkingu patrząc jak mama odjeżdża.
***
-Byłaś świetna!- Krzyknęła Sara rzucając mi się na szyję.- Aż się wzruszyłam. Dzięki Tobie "Give me love" jest na pierwszym miejscu mojej osobistej liście przebojów.
-Na mojej też. Cieszę się, że Ci się podobało.- Odwzajemniłam uśmiech przyjaciółki.- Ty też tańczyłaś pięknie i myślę, że Drew też się podobało...- Mówiąc to puściłam do niej oczko.
-Mam nadzieję, że dzisiaj ze mną pogada.- Sara zrobiła zmartwioną minę.
-No no no, nie spodziewałem się, że Twój głos będzie dalej taki dobry po długiej przerwie. Dobrze Ci poszło, chociaż myślę, że mogłaś wybrać lepszą piosenkę. Ten piosenkarz, jak on się nazywa...?- Zapytał Tom jakby znudzonym tonem.
-Ed Sheeran.
-A no tak, nie lubię go. Ma taki nudzący głos.
-Nie powiedziałabym.-Burknęłam pod nosem.
-Co mówisz Kim? Poza tym, nawet się ze mną nie przywitałaś.
-Że każdy ma swój gust.- Powiedziałam podchodząc i całując chłopaka w usta.- Chyba powinniśmy iść na miejsca, zaraz dyrektor będzie przemawiać. Poza tym, Ty też fajnie śpiewałeś.
-Dziękuję, starałem się zaśpiewać to w swoim stylu. Idę usiąść z kumplami. Do zobaczenia po rozpoczęciu.
-Haha, "w swoim stylu". To znaczy w stylu zakochanego w sobie durnia? Bardzo dobrze to odzwierciedlił poza tym ciągle patrzył na Patricię Ducan, co on sobie myśli, dopiero co do siebie wróciliście?!- Sara przewróciła oczami.
-Może Ci się wydawało Sara... Chodźmy już na miejsca.
***
-Super, to przemówienie zmieniło moje podejście do świata!- Powiedziała Sara z ironią i ugryzła moją kanapkę.- Co rok mówią to samo: "Uczcie się, a jak chociaż raz podwinie wam się noga wypad za drzwi i macie tu więcej nie wracać nieuki!" Cała nasza trójka zaczęła się śmiać i udawać osobistości naszej szkoły.
Wtedy zobaczyłam jego, chyba był nowy, bo nigdy wcześniej go nie widziałam. Był przystojny, miał ciemno-blond rozwichrzone włosy Siedział na barierkach i patrzył na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało i odwróciłam wzrok.
Sara uchwyciła mój uśmiech, wyszczerzyła się do mnie i znacząco podniosła brew. Uśmiechnęłam się do niej niewinnie i spojrzałam w drugą stronę. Zobaczyłam Toma podrywającego Patricię. Ponownie odwróciłam się do przyjaciół.
-Wiecie nie czuję się zbyt dobrze. Chyba pojadę do domu.
-Och Kim, biedaczka. Może kawa Ci coś pomoże?- zapytała Annie.
-Albo coś mocniejszego...- Zapytał Alex z zadziornym uśmiechem. Uderzyłam go w ramię.- No dobra, dobra. Przecież żartowałem!- Zaśmiałam się i zmierzwiłam przyjacielowi włosy. Sara obejrzała się w stronę Toma i przewróciła oczami.
-Wiesz co Kim, pojadę z Tobą. Najlepiej na noc, idę zadzwonić do mamy.- Sara nie dała mi wyboru. Spędzę miłą noc z przyjaciółką, byłoby super, tylko szkoda, że nastrój mi nie dopisuje.
-Wszystko załatwione, jedziemy! Trzymajcie się, miłego dnia.- Powiedziała całując Annie w policzek.
-No nic, chyba nie mam wyboru.- Uśmiechnęłam się do przyjaciół i poszłam za Sarą. Obejrzałam się ostatni raz na barierki, ale nieznajomego już tam nie było.
 

 
*3 miesiące później*
-Czekaj, czekaj i...- <klik> słychać było dźwięk aparatu. Podbiegliśmy z Ashem, żeby zobaczyć jak wyszło nasze pierwsze zdjęcie przed wspólnym domem.
-O niee, zobacz jak ja wyglądam!- Powiedziałam rozczarowana, mimo, że zdjęcie było nawet ładne.
-Kath, umówiliśmy się, że to będzie ostatnie zdjęcie. Zrobiliśmy ich chyba z milion i na wszystkich wyglądałaś: "O niee"... nie denerwuj mnie już! Poza tym, jest mi strasznie zimno, a na głowie mam już grubą warstwę śniegu!- Powiedział Ash ze śmiechem.
-Ale Ash, nawet za buzi?- Zapytałam z zadziornym uśmieszkiem.
-Hmm... no doobra.- Uformowałam usta w dzióbek i czekałam aż chłopak się zbliży, gdy był już dostatecznie blisko, odwróciłam się do niego tak, że jego rozczarowane usta napotkały tylko mój policzek.- Eej, to się nie liczy! Ok, w takim razie to będzie nasze zdjęcie!- Powiedział z uśmiechem od ucha do ucha. Zmierzwiłam mu tylko włosy i wbiegłam do nowego domu. Kolejny dom, ciekawe ile w tym pomieszkam. Przeprowadziliśmy się z Aschem, bo chcieliśmy uciec od dawnych wspomnień i złych przygód. Mama umarła 2 miesiące temu. Postanowiliśmy, że ostatni rok szkoły skończymy już gdzie indziej. Bardzo tęsknię za mamą, ale na szczęście Ashton ubarwia mi te smutne dni. Mamy już osiemnaście lat, więc nikt nie mógł nam zakazać przeprowadzki. Chociaż i tak nikt nie miałby na to ochoty, nie jestem zbytnio lubiana.
Ashton wszedł za mną do salonu i postawił ostatnie walizki na podłodze.
-Mamy już swój dom, teraz idę zasadzić drzewo! Gdzie mamy łopatę?- Zaśmiałam się i wskazałam małe drzwiczki pod schodami.
-Spróbuj tam! Kochanie wiesz co nie chcę Cię martwić, ale raczej w zimie nic Ci nie wyrośnie...
Ashton zrobił tylko smutną i minę i zaczął się cicho śmiać. Widziałam, że jest zdenerwowany i próbuje tylko jakoś rozluźnić sytuację.
-Coś nie tak?- Zapytałam zdenerwowana, przecież nie mogło się nic stać, nie teraz, kiedy zaczynało być dobrze.
-Nie nie, wszystko w porządku, tylko...- chłopak odchrząknął- Katherine ja bardzo Cię kocham wiesz, i... chciałem zapytać czy... czy Ty też mnie kochasz...
-Ash, oczywiście, że tak, dobrze o tym wiesz.- Napięcie dalej nie schodziło z twarzy chłopaka.
-Uhm, to dobrze. Bo wiesz, jak już mieszkamy razem, a Ty zgodziłaś się męczyć ze mną dzień w dzień, to w mojej tępej główce zrodziła się myśl, że może... Katherine czy Ty, zechciałabyś zostać moją żoną?- Zapytał chłopak wyjmując z kieszeni kurtki małe, czerwone pudełeczko.
Przez chwilę stałam nie umiejąc wydusić z siebie słowa. Patrzyłam tylko w oczy chłopaka, który uśmiechał się do mnie niepewnie.
-Tak, jasne Ash. Tak bardzo się cieszę!- Krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak objął mnie delikatnie i włożył mi na palec srebrny pierścionek z diamentem.
-Teraz już wszystko będziemy dzielić razem.- Chłopak uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
To nasz nowy początek, nasze nowe życie, które będziemy dzielić na pół. Byłam szczęśliwa, tyle jeszcze mnie czekało, ale teraz czułam, że ze wszystkim sobie dam radę. Bo wiedziałam, że mama i Emili były ze mną.
**KONIEC**
 

 
Drogi Pamiętniku
Minął już cały sierpień. A z czym połowa wakacji. Nie chcę wracać do szkoły, wiem, że to będzie powrót do samotności. Ostatnio dużo czasu spędzam z mamą, staram się cieszyć każdą chwilą z nią. Bardzo żałuję tego, że poświęcałam jej kiedyś tak mało uwagi. Dzisiaj piekłyśmy razem ciasto, teraz rośnie w piekarniku, a w całym domu czuć jego słodki zapach. Napisałam sms-a do Asha, żeby wpadł do nas na deser, chciałabym spędzić trochę czasu z nim i z mamą. Jutro są moje 18 urodziny, w końcu będę odpowiedzialna sama za siebie. Siedzę sama w pokoju, mama poszła się położyć, gorzej się poczuła. To straszne jak choroba może zmienić człowieka. Kiedyś mama była pełną życia kobietą, zawsze gdzieś się spieszyła. Teraz... dalej dużo się śmieje, ale nie jest już tak jak było kiedyś. Mamy za to dla siebie więcej czasu, każdą chwilę chcę spędzać z mamą. Niestety mama ma już coraz mniej tych wolnych chwil, prawie cały ostatni miesiąc spędziła w szpitalu. Widzę jak chemioterapie ją wykańczają. Kiedy wraca do domu idzie się położyć i śpi prawie cały dzień. Nie mam jej tego za złe, staram się jej pomagać najwięcej jak umiem. Często mam wrażenie, że mieszkam sama, za to mam do siebie największe pretensje. Dobrze, że mam Asha, bez niego nie dałabym sobie z tym rady. Dzięki niemu wiem jak wspierać mamę. Ash często u nas bywa, mama bardzo go lubi i często mówi, że cieszy się, że do siebie wróciliśmy. Ja też się cieszę, mam nadzieję, że Ash wrócił już na stałe i nigdy już mnie nie zostawi. Minął miesiąc od kiedy dowiedzieliśmy się o chorobie mamy, śmiertelnej chorobie... Rak uleczalny jest w nielicznych przypadkach i tylko ten słabo rozwinięty. Mama nie chodziła do lekarza, nie lubiła tego i zawsze wydawała się zdrowa. Teraz widzę jak szybko jej ubywa, mama bardzo chudnie, po chemioterapiach wypadają jej piękne włosy, jej piękne brązowe oczy zapadają się, a zawsze idealnie wymalowana twarz jest teraz tylko pokryta marną warstwą pudru. Często nocami słyszę jak płacze, ja też płaczę. Mama jest moją jedyną rodziną( jest jeszcze tata, który wysyła tylko kartki z wydrukowanym już tekstem na święta i urodziny), nigdy nie doceniałam mojej mamy. Teraz dopiero widzę, że jestem dla niej najważniejsza na całym świecie, ona też jest dla mnie. Żałuję wszystkich złych rzeczy, które do niej powiedziałam, chciałabym cofnąć czas i wszystko naprawić. Chciałabym, ale nie mogę...
Rozległ się dzwonek do drzwi, mama poszła otworzyć.
-Dzień dobry pani Close, Kath pisała do mnie, mogę dołączyć do uczty, słyszałem, że upiekła pani to swoje nieziemskie ciasto.- Powiedział Ash.
-Oczywiście, zapraszamy, już wstawię wodę na herbatę.- Zaśmiała się mama.
Ash wszedł do salonu i pocałował mnie w czoło. Chciałam się nacieszyć tym wieczorem, bo nie wiadomo co może przynieść jutro...
  • awatar zagubiona240: @tyna23: Mam zamiar dodać dziś/jutro, ale dopiero po bibie, haha :*
  • awatar Gość: ja tu czekam na kolejną część!
  • awatar Laama.: .dobreeeee. wbij ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z hukiem zamknęłam drzwi samochodu, byłam szczęśliwa, że w końcu mogłam wyjść ze szpitala. Odwróciłam się do mamy, uśmiechnęła się do mnie i zatrzasnęła drzwi jeszcze głośniej. Na szczęście nie było po niej widać, że gorzej się czuje.
Przez te 2 tygodnie, które spędziłam w szpitalu bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Bałam się tego co za chwilę zobaczę. Wahając się otworzyłam oczy. Moim oczom ukazał się żałosny widok: okna bez szyb z czarnymi firankami powiewającymi na wietrze, czarne drzwi z pęknięciem na środku( prawdopodobnie przebite przez strażacką siekierę). To był mój dom, wyglądał jak rodem z horroru. Ale to był nadal mój kochany dom, miejsce gdzie się wychowałam. Pierwsza łza popłynęła mi po policzku. Zastanawiałam się gdzie teraz będziemy mieszkać z mamą, gdzie teraz będzie moje miejsce na Ziemi...
Mama podeszła do mnie i przytuliła mocno:
-Gdzie teraz się podziejemy mamo?- Zapytałam.
-Rozmawiałam już z naszym ubezpieczycielem, załatwili nam mieszkanie niedaleko szpitala, więc będę mogła w każdej chwili pójść na badania.
-Cieszę się, że nie będziemy musiały tułać się po przytułkach.- Odetchnęłam z ulgą.
-Kochanie, przecież dobrze wiesz, że nigdy bym na to nie pozwoliła. Zabezpieczyłam nas już dawno.- Powiedziała z uśmiechem mama. Głaszcząc mnie po głowie.
-Czy... czy ja mogę wejść do środka?- Zapytałam po chwili.
-Raczej nie Kath, teraz jest tam niebezpiecznie, nie chciałabym, żeby coś Ci się stało. Przykro mi, wiem, że zostawiłaś tam dużo wspomnień...
-Nie... to nic. I tak chciałam zacząć wszystko od nowa. Nie mogę cały czas żyć przeszłością.- Chciałam powiedzieć to pozytywnie, ale chyba nie wyszło.
-Tak, masz rację. Zacznijmy od nowa razem, dobrze?
-Jasne, dziękuję mamo.- Powiedziałam wtulając się w mamę jeszcze mocniej.
-Pomyślałam, że pojedziemy razem na zakupy. Nie mamy już żadnych ciuchów, a chyba nie chcesz przez całe wakacje chodzić w tym samym.- Mama mrugnęła do mnie, wiedziała, jak bardzo lubię kupować nowe ciuchy.
-No jasne, jak zaczynać od nowa, to od razu z wielkim hukiem.- Zaśmiałam się i szybko wsiadłam do samochodu. Cieszyłam się, że ja i mama znowu jesteśmy ze sobą blisko.

*Tydzień później*
Wieczorem wyszłam na balkon, było zimno, więc okryłam się wełnianym swetrem. Mama wynajęła mieszkanie na 7 piętrze, więc miałyśmy nieziemskie widoki. Usiadłam na jednym z krzeseł ustawionych na balkonie i popatrzyłam w niebo, gwiazdy pięknie lśniły, a księżyc był dzisiaj w pełni. Nie mogłam uwierzyć, że minął już prawie miesiąc wakacji, nie chciałam wracać do szkoły, bo nie przyjaźniłam się nigdy z nikim oprócz Emmy, byłam tam skazana na samotność. Byłam dzisiaj sama w domu, mama znowu poszła do szpitala, powiedziała, że to tylko badania kontrolne, ale widziałam, że ostatnio gorzej się czuła. Ktoś zadzwonił do drzwi. Ash, szepnęłam do siebie i pobiegłam, żeby otworzyć. Chłopak stał w progu z wielkim pudłem pizzy:
-Możemy wejść?- Zapytał z zadziornym uśmiechem.
-My?- Zdziwiłam się. Chłopak w odpowiedzi znaczącą skinął na pizzę.
-Hmm, muszę się zastanowić...- Z uśmiechem otworzyłam szerzej drzwi. Chłopak wszedł i podał mi pudełko. W całym domu rozniósł się zapach roztopionego sera i ciepłej szynki. Weszłam do salonu i położyłam pudełko na stoliku. Przyniosłam ketchup i dwa talerzyki oraz ciepłą herbatę( carmelową, naszą ulubioną). Ashton rozsiadł się na kanapie zostawiając mi miejsce koło siebie. Usiadłam i wzięłam kawałek pizzy.
Siedzieliśmy tak do rana, rozmawiając i żartując. Cieszyłam się, że miałam kogoś z kim mogłam spędzić wieczór, czułam się tak jak wtedy, kiedy byliśmy razem. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się szczęśliwa...
 

 
Pierwsze co zobaczyłam po przebudzeniu był Ashton, siedział na niskim krześle obok mojego łóżka. Wpatrywał się ślepo w jakiś punkt za oknem, trzymał delikatnie moją dłoń w swojej. Jego mocno zarysowana szczęka zaciśnięta była, jakby z bólu, a jego brązowe włosy sterczały w nieładzie. Cieszyłam się, że był przy mnie, dawał mi uczucie bezpieczeństwa, to w nim uwielbiałam najbardziej. Gdy byliśmy jeszcze parą zawsze mnie rozumiał, pewnie dlatego wiedział gdzie mnie szukać po pogrzebie Emmy. Bardzo go kochałam, cieszyłam się, że wrócił.
Ściany pokoju w którym było mi leżeć, były pomalowane na biało-niebieski kolor. Wokół mojego łóżka ustawione były różne skomplikowane w obsłudze maszyny, dzięki którym pewnie jeszcze żyję. Oddychałam powoli, a każdy oddech sprawiał mi niewyobrażalny ból.
Przez chwilę zastanawiałam się, co tak właściwie się stało wczorajszej nocy. Wtedy sobie przypomniałam... Strach, krzyk, ból...
-Czy mama żyje?- Zapytałam Asha, a ból w klatce piersiowej nasilił się.
-Tak, wszystko z nią w porządku.- Powiedział z uśmiechem głaszcząc mnie po policzku.- Widzę, że z Tobą też już lepiej. Ale jeśli mam być szczery, to wolę oglądać Cię ubraną w więcej części garderoby jak tylko kołdrę, poza tym na tle tej białej poduszki Twój profil nie wygląda zbyt korzystnie.- Uśmiechnął się jeszcze szerzej pokazując przy tym rząd białych zębów.
Cieszyłam się, że to on właśnie powitał mnie w świecie żywych jako pierwszy. Zawsze potrafił mnie rozbawić.
Pokazałam mu język i naciągnęłam wyżej kołdrę. Każdy ruch sprawiał mi ból, ale jakoś przeżyłam, nie było ze mną aż tak źle.
-Chcesz, żebym ją zawołał?- W odpowiedzi skłoniłam potakująco głową. Ash wstał i cicho wyszedł na szpitalny korytarz. Po chwili do pokoju wbiegła zapłakana mama. Klęknęła przy moim łóżku kładąc głowę na moich kolanach.
-Kochanie tak bardzo Cię przepraszam, nie wiem jak to się mogło stać, to wszystko moja wina. Wstawiłam wodę na herbatę na gazie, obok leżał ręcznik. Musiał się zapalić, a ja zasnęłam, nic nie słyszałam. Obudziłam się dopiero kiedy jedna z drewnianych belek z sufitu spadła. Ogień rozprzestrzeniał się po pokoju z niewiarygodną szybkością, potem... chyba zemdlałam. Ktoś z sąsiadów musiał wezwać straż pożarną. Nie wiedzieli, że ktoś jeszcze jest w domu, na szczęście strażacy sprawdzili Twój pokój, widocznie ktoś im o Tobie powiedział. Kochanie to wszystko moja wina, nigdy sobie tego nie wybaczę.- Powiedziała mama zanosząc się płaczem. Pogłaskałam ją delikatnie po głowie i szeptem powiedziałam:
-Wszystko będzie dobrze mamo, przecież nie tyle przetrwałyśmy. Najważniejsze, że mamy siebie. A jak Ty się czujesz?
-Dobrze kochanie, nic mi nie jest.
Ash uśmiechnął się do mnie zza pleców mamy. Do pokoju wszedł doktor i poprosił mamę o chwilę rozmowy.
Ashton usiadł na swoje dawne miejsce, przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Mama i doktor stali na tyle blisko drzwi, że mogłam słyszeć kawałek ich rozmowy.
-Jak z nią, czy Katherine nic nie będzie?
-Nie, pani córce nie, ale mam dla pani złe wiadomości...- Zamarłam, przez chwilę wstrzymałam oddech nie chcąc przegapić nic z tej rozmowy.- Pani płuca nie wyglądały najlepiej, więc postanowiliśmy zrobić jeszcze kilka badań i... wykryliśmy u pani raka płuc... niestety jest już bardzo rozwinięty, boję się, że nie uda nam się już pani pomóc, ten pożar.. on jeszcze bardziej to pogorszył...
-Ile daje mi pan czasu?
-Niech pani będzie dobrej myśli, zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby...
-Ile daje mi pan czasu!?- Przerwała mu mama. Słyszałam rozpacz w jej głosie.
-Około miesiąca, jeśli dobrze pójdzie dwa...
Nie mogłam w to uwierzyć, miesiąc, dwa?! Nie wystarczy mi nawet 10 lat, mama nie może umrzeć, tylko ona mi już została. Łzy popłynęły mi po policzku. Z rozpaczą spojrzałam na Asha, jeszcze mocniej zacisnął szczękę, on też to słyszał...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wchodząc do domu starałam się cicho zamknąć drzwi, było już późno w nocy. Na palcach weszłam do salonu. Zobaczyłam mamę śpiącą na kanapie, pewnie zasnęła czekając na mnie. Podniosłam z podłogi koc, który pewnie zsunął się kiedy spała i delikatnie ją okryłam. Moja mama była piękna, miała jasną cerę i brązowe włosy, trudno było uwierzyć, że tata ją zostawił. Mama zawsze kojarzyła mi się ze spokojem i dobrocią. Kiedy byłam mała wszystko co piękne porównywałam właśnie do niej, zawsze była dla mnie wzorem.
Weszłam do pokoju, wszystko było tak, jak zostawiłam rano wychodząc na pogrzeb. Na stoliku nocnym stały 3 zdjęcia, na jednym z nich byłyśmy Emma i ja, uśmiechałyśmy się do siebie trzymając w rękach wielki transparent z napisem: "na zawsze". Byłyśmy wtedy takie szczęśliwe. Przez chwilę pomyślałam, że moje życie nie musi być aż takie złe bez Emm. Postanowiłam sobie, że od teraz wszystko co zrobię dobrze, co mi w życiu wyjdzie będzie przeznaczone dla Emmy. To będą jej chwile.

Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Już prawie zasnęłam, gdy usłyszałam trzask, coś na dole musiało spaść. Wystraszyłam się, ale stwierdziłam, że to pewnie mama obudziła się i coś potrąciła. Byłam zbyt wykończona, żeby zejść na dół, spokojnie zasnęłam...

Było gorąco, nie umiałam oddychać. Nie chciałam otwierać oczu- bałam się. Ale otworzyłam. Zdążyłam tylko zobaczyć jak gorące płomienie liżą nogi mojego łóżka. Czułam jak gęsty dym wypełnia moje płuca. Dusiłam się, nie umiałam uciec. Spojrzałam na nocny stolik, ostatnie co zobaczyłam było nasze zdjęcie, Emma i ja, zawsze razem.

Ja... chyba umarłam.
 

 
***
Ze snu wyrwał mnie alarm budzika. To dzisiaj, pogrzeb Emmy. Tak naprawdę nikt nie zauważyłby mojej nieobecności gdybym nie musiała wygłaszać tej głupawej mowy pożegnalnej. Nie miałam ochoty tam iść, ale wiem, że "tak wypada", ostatnio słyszałam już to kilka razy z ust mamy- "Emma chciałaby, żebyś tam była"... Nie, wcale by tego nie chciała, wolałaby, żebym obejrzała nasz ulubiony serial( premiera zawsze jest w wakacje). Em zawsze nudziły takie "uroczystości".
Postanowiłam wstać i pójść na jej pogrzeb, żeby ostatni raz ją zobaczyć, żeby popatrzeć na te wszystkie "zmartwione" twarze zgromadzonych tam ludzi, udających, że śmierć tej niewdzięcznej, buntowniczej dziewczyny kogokolwiek obchodzi. Wstałam i włożyłam moją ulubioną białą sukienkę( kiedyś postanowiłyśmy z Emmą, że to właśnie będzie "nasz wspólny kolor". Niesforne tego ranka, brązowe włosy spięłam w niedbały kok, a usta pociągnęłam czerwoną jak krew szminką. Krętymi schodami zeszłam na dół do kuchni, w której roznosił się zapach świeżo zaparzonej kawy. Mama siedziała na parapecie czytając gazetę.
-Za godzinę pogrzeb Emmy, nie pamiętasz?- Zapytała zdziwiona.
-Pamiętam, właśnie się tam wybieram.-Odpowiedziałam nalewając sobie kawy do ulubionego kubka.
-Lepiej się przygotuj, trzeba jeszcze tam dojechać.
-Jestem już gotowa, tylko napiję się kawy i możemy jechać.- Mama zmierzyła mnie wzorkiem, ale nic nie powiedziała, widocznie przyzwyczaiła się już do mojego niecodziennego stylu życia.
-Wiem kochanie, że musi Ci być ciężko, ale...
-Mamo, przepraszam, ale nie chcę słuchać, że wszystko będzie dobrze! Emma była częścią mnie. Jej już nie ma i nie wróci. Nie będzie dobrze, już nigdy.
Mama nie odpowiedziała, tylko podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, nie płakałam, nie chciałam przy niej. Wyślizgnęłam się tylko z jej uścisku i dopiłam resztki kawy z kubeczka.
-Pora już iść, nie chcę się spóźnić.- Powiedziałam zakładając zimowy płaszcz.
-Tak, masz rację, to nie wypada...
Tak naprawdę nie obchodziło mnie co wypada, a co nie, chciałam tylko, żeby było już po wszystkim.
***
Wysiadłyśmy z auta na zamglonym parkingu przed kościołem. Trzymałam w rękach czerwone róże obwiązane białą wstążeczką. Czułam na sobie zimne spojrzenia kilku osób ze szkoły, Emma i ja nie byłyśmy za bardzo lubiane, postanowiłam ich zignorować. Z trzaskiem zamknęłam drzwi wozu i wolno poszłam w stronę kościoła. Bałam się tam wejść, nie chciałam żegnać się z Em... Mama podeszła do mnie i pogłaskała po ramieniu
-Dasz sobie radę.- Powiedziała szeptem.
Uchyliłam ciężkie drzwi i od razu doszła mnie roztaczająca się w powietrzu woń naftaliny i kadzideł. Wtedy zobaczyłam to... otwartą, orzechową trumnę wokół której starannie ułożone były wieńce. Wszystkie wyglądały tak samo, przesyt kwiatów przewiązany tandetną wstęgą z napisem "na zawsze w naszej pamięci". Tak naprawdę po pogrzebie wszyscy wrócą do swojej codzienności, nikt nie będzie o niej pamiętał. Z bólem w klatce piersiowej podeszłam do trumny, Emma wyglądała pęknie. Była ubrana w szarą sukienkę i mało pasujące do niej czarne buty. Em wyglądała jakby tylko spała, stałam tam i czekałam aż się obudzi. Delikatnie dotknęłam jej dłoni, zawsze tak robiłam kiedy chciałam ją obudzić, ale wiedziałam, że tym razem nie otworzy oczu, nie pokarzą się już te iskierki w oczach. Jedyne do mogłam zrobić, to poprawić kołnierzyk jej sukienki, który ktoś przez nieuwagę zagiął. Wyjęłam jedną różę z bukietu, urwałam łodygę, a jej kwiat delikatnie włożyłam Emmie we włosy- idealnie pasowała do jej czarnych loków...
Cała ceremonia minęła dosyć szybko. Moja przemowa była pusta i bezuczuciowa. Tak naprawdę nikt szczerze nie płakał... ja też nie, nie tutaj. Gdy szliśmy na cmentarz pani Black poprosiła mnie, żebym po pożegnaniu Emmy chwilę poczekała. Nic do mnie nie dochodziło, jedyną rzeczą jaką usłyszałam był stuk trumny o drewniane deski zagrzebane gdzieś głęboko w ziemi. Ludzie zaczęli się rozchodzić, niektórzy składali kondolencje państwu Black. Nie umiałam już tam wytrzymać, wiem, że miałam zaczekać, ale nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Chciałam jak najprędzej stamtąd uciec, powiedziałam mamie, że idę na spacer i, że zobaczymy się w domu.
***
Z samobójstwa Emmy było wiadome tylko to, że najprawdopodobniej najpierw zażyła dużą ilość środków nasennych( pewnie stojąc w wodzie), a dopiero potem znalazła się w stawie. Tak, moja przyjaciółka miała wielką klasę, pewnie stwierdziła, że gdyby tonęła nie wyglądałaby już tak pięknie...
***
Nad stawem było zimno o tej porze roku, ciasno okryłam się płaszczem i usiadłam na jednym ze zwalonych pni drzew. Siedziałam tak w ciszy zastanawiając się jak teraz będzie wyglądało moje życie, wydawało się, że bez Emmy nie ma ono sensu. Chciałam teraz ją przytulić, usłyszeć jak klnie na cały świat, bo w pobliskim sklepie ktoś wykupił wszystkie owocowe żelki, które tak uwielbiała. Wyobraziłam sobie, jak uśmiecha się do promieni słońca delikatnie muskających jej twarz. Uśmiechałam się razem z nią, chociaż łzy leciały mi strumieniami. Wiedziałam, że już z nikim nie będzie mi tak dobrze jak z nią...
Wtedy zobaczyłam jego, siedział na drugim brzegu stawu, ze złością rzucał kamienie do wody. Podniósł głowę i zobaczył, że na niego patrzę, od razu odwróciłam głowę. Gdy ukradkiem znowu spojrzałam w stronę nieznajomego, jego już tam nie było... poszedł. Na moment zamknęłam oczy i... wtedy poczułam czyjś dotyk na moim ramieniu.
-Myślałam, że wyjechałeś.- Powiedziałam prawie szeptem.
-Mam tu coś do załatwienia. Kath... słyszałem co się stało, bardzo mi przykro.
-Wiem. Dlaczego tu przyszedłeś? Wcześniej nawet się nie pożegnałeś...- Wtedy już nie wytrzymałam, rozpłakałam się. Przytulił mnie mocno i pocałował w czoło, tak jak robił to jeszcze rok temu.
-Myślałem o Tobie cały czas. Kiedy usłyszałem, że Emma... no wiesz, zostałaś sama...
-Tęskniłam za Tobą...
-Ja za Tobą też, ale teraz będziemy już razem...- To było pytanie, chciałam, żebyśmy byli, ale jeśli znowu odejdzie?
-Nie zostawiaj mnie, już nigdy.- W odpowiedzi poczułam tylko na karku jego ciepły oddech, powiedział: "nigdy".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ostatnio dosyć często łapię się na tym, że wracam myślami do mojego ostatniego spotkania z Emmą. Była wtedy ubrana w białą sukienkę do kolan i założyła czarny kapelusz z koronkową siateczką spływającą delikatnie na jej twarz, nie ubrała butów, mimo, że było bardzo zimno. Byłam wtedy bardzo zdziwiona jej widokiem, moja przyjaciółka zawsze ubierała się w kolorowe, wesołe ubrania i... szczerze nienawidziła kontrastów w ubraniach( była przewrażliwiona na punkcie dobierania ciuchów). Powiedziała mi wtedy, że wprowadza radykalne zmiany w swoim życiu, że jestem dla niej najważniejsza i, że została bardzo zraniona, ale to się zmieni, bo teraz ona zrani, bardzo mocno. Przestraszyłam się kiedy to powiedziała, ale uznałam, że żartuje. Przytuliła mnie wtedy mocno i płakała, powiedziała też, że jestem dla niej najważniejsza, że zawsze będzie ze mną. Powiedziała, że musi iść, bo to nie może czekać i pobiegła. Przez dłuższy czas stałam w jednym miejscu zastanawiając się co miała na myśli, ale to przecież była Emma, często nachodziły ją dziwne myśli... Wspominałam ostanie lata spędzone z nią, najlepszy czas mojego życia. Z zamyślenia wyrwał mnie sygnał telefonu, to była poczta głosowa, dziwne, nie słyszałam telefonu, mimo, że miałam włączony głos, pewnie byłam zbyt zamyślona. Pospiesznie spojrzałam na zegarek, od rozstania z Emmą minęły trzy godziny, trzy godziny wspominałam nasze wspólne życie. Odebrałam połączenie zastanawiając się kto może do mnie dzwonić o tej porze...
-Witaj Katherine tu pani Black- mówiła przez łzy.- Emma... ona odeszła. Ona... jej zwłoki znaleziono w pobliskim stawie. Przepraszam, ale musiałam Ci to powiedzieć. Proszę przyjedź do nas, chcielibyśmy z Tobą porozmawiać, to pilne.
Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam, zaczęłam wyć. Doskonale znałam ten staw, tam trzy lata temu się poznałyśmy, od tego czasu tam właśnie się spotykałyśmy. Łzy leciały mi strumieniami, nie umiałam ich powstrzymać,
zrobiła to, zraniła najmocniej jak mogła, tak jakby wyrwała mi serce, odebrała mi chęć życia, jak przez pocałunek śmierci. Dlaczego mi to zrobiła, dała mi tą przyjaźń, a potem tak po prostu... odeszła? Gdybym tylko wiedziała, że to był ostatni raz, gdy widziałam jej pełne życia oczy, tak bardzo już za nimi tęsknię. Pobiegłam do mojej ciemnej ciężarówki. Zaczęłam krzyczeć, nie mogłam przestać, tak bardzo kochałam Emmę, była częścią mnie, wszystko robiłyśmy razem. Nie chciałam jechać do jej rodziców, jak niby miałam ich pocieszyć? Powiedzieć: Państwa córka was nienawidziła, odsunęliście się od niej kiedy zaszła w ciążę, a potem kazaliście jej oddać dziecko do adopcji i udawać, że nigdy go nie było, ale jest jej tam dobrze, bo nie musi na was patrzeć? Nie, pojadę do nich innym razem, teraz muszę jakoś dostać się do domu, dojść do łóżka i spędzić w nim resztę swojego życia, widząc bystry wzrok Emmy pod zamkniętymi powiekami...
I tak minął mój ostatni dzień szkoły, tak zaczęły się najgorsze wakacje mojego życia...